Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 1 listopada 2014
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: 50 najlepszych polskich komedii wszech czasów  –  Esensja

Filmy

Magazyn CXL

Podręcznik

Nasz profil na G+ Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Nasz profil na Naszej-klasie Kulturowskaz.pl MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zbigniew Orywał – opowieść o losach olimpijczyka

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 3 4 [5]
‹Zapomniane perełki› - Klub Esensji, edycja druga
„Wojna” irlandzko-angielska
Już na emeryturze – Zbigniew Orywał z żoną Lidią po powrocie do Polski jesienią 2000 roku</br>Fot. Sebastian Chosiński
Już na emeryturze – Zbigniew Orywał z żoną Lidią po powrocie do Polski jesienią 2000 roku
Fot. Sebastian Chosiński
Osiemnaście lat to kawał czasu. A tyle właśnie spędził w Irlandii Zbigniew Orywał. Wystarczy, by zapuścić korzenie, by zżyć się – na dobre i na złe – ze swoją nową ojczyzną. – Pracowało się tam dużo spokojniej niż w Polsce – wspomina trener. – Irlandczycy z natury są dużo większymi optymistami od nas. Starają się nie przywiązywać tak dużej wagi do niepowodzeń, zwracając większą uwagę na to, co udane. W ekipie zawsze ja byłem największym pesymistą, najbardziej krytycznym jej członkiem. Często mówili do mnie z żalem i troską: „Zbigniew, ty znowu nas krytykujesz, znowu jesteś niezadowolony. Be happy!”. Nie stresowało to ani zawodników, ani trenerów, ale muszę przyznać, że nieraz bardzo mnie drażniło. Czasami trzeba przecież było spojrzeć prawdzie w oczy – dodaje ekstrener. Przez wszystkie lata spędzone w Irlandii Orywał, wraz z żoną i najmłodszą córką, mieszkał pod Dublinem. – Na Zachodzie ludzie uciekają z wielkich miast. Na prowincji znajdują spokój. A ten i mnie był potrzebny. Do Polski przyjeżdżałem co roku, raz zawitałem nawet do Wągrowca – mówi z uśmiechem. Decyzja powrotu do Polski na stałe na pewno nie była dlań decyzją łatwą. – Pokochałem Irlandię. Pewnie także dlatego, że czułem się tam po części jak w Polsce. Irlandczycy są bardzo podobni do Polaków. Dorównują nam w gościnności; są narodem, dla którego ogromnie ważne są więzi rodzinne. Ich także, jak i nas, historia nie oszczędzała – wyjaśnia starszy pan. Jakakolwiek potyczka sportowa Irlandczyków z Anglikami przypominała potyczki polskich sportowców ze sportowcami radzieckimi. – Obserwowałem to również u swoich zawodników. Kiedy tylko dochodziło do rywalizacji z Anglikami, byli gotowi zrobić wszystko, choćby nawet mieli umrzeć, byleby tylko wygrać. Anglicy są tam bowiem postrzegani tak samo jak u nas hitlerowcy i radzieccy komuniści – dodaje.
Kiedy jeszcze przed igrzyskami w Sydney Orywał zapowiedział Irlandczykom, że ma zamiar przejść na emeryturę i wrócić do Polski, działaczom sportowym wyraźnie zrzedły miny. – Zobowiązałem się jednak, że dalej będę prowadził niektórych zawodników, będę przygotowywał dla nich programy treningowe, organizował w Polsce (w Spale i Poznaniu) obozy kondycyjne. Choć miało to być szkolenie niemal tylko i wyłącznie „korespondencyjne”, zgodzili się od razu – wspomina pan Zbigniew. Rodzina Orywałów sprowadziła się do Polski (do Poznania) w końcu października 2000 roku. – Wróciłem wraz z żoną. W Irlandii została natomiast nasza córka Małgorzata. Jako młodziczka była mistrzynią tego kraju w biegu na 400 metrów przez płotki. Teraz jednak poświęciła się karierze naukowej – informuje dumny ojciec.
„Czuję się wągrowczaninem!”
Przyszło mu żyć w ciekawych, choć niełatwych czasach. Doświadczeń zebrał w swym życiu mnóstwo, zarówno tych radosnych, jak i bardzo bolesnych. – Wtedy, od końca lat 40. do początku 60., sport był czymś wspaniałym. Kiedy wygrywałem, obojętnie w jakiej dyscyplinie, wiedziałem, że to dlatego, iż jestem mistrzem. Kiedy przegrywałem, miałem pewność, że pokonał mnie ktoś lepszy ode mnie. Wszyscy mieli równe warunki i równe szanse. A dzisiaj? Zawodnik, który przegrywa, zastanawia się przede wszystkim, czy to dlatego, że nic nie brał. Wielu sportowców zażywa niedozwolone środki i to jest największa choroba współczesnego sportu – stwierdza ze smutkiem słynny zawodnik i szkoleniowiec. W Irlandii jednak, zdaniem Orywała, problem ten nie istnieje: – Mark Caroll, naprawdę wspaniały chłopak, powiedział mi kiedyś: „Wiem, że gdybym brał, tak jak biorą Marokańczycy, Algierczycy, a nawet wielu Europejczyków, to być może byłbym najlepszy na świecie. Ale przynajmniej wiem, że jestem najlepszy spośród tych, którzy nie biorą…”.
Wiele wspaniałych wspomnień trenera wiąże się z Wągrowcem. Nigdy nie zapomniał, skąd wyszedł w wielki świat. Z dumą mówi: – Czuję się wągrowczaninem. – I po dziś dzień ma w pamięci swoich szkolnych kolegów, nauczycieli, piękne okolice miasteczka: – Do czasów dzieciństwa i młodości zawsze wraca się z sentymentem. Po latach odcedza się złe wspomnienia, a zachowuje tylko te dobre. To w Wągrowcu wkroczyłem w dorosłe życie, podjąłem tę najważniejszą decyzję o swojej przyszłości. Wągrowiec mnie ukształtował – mówi z nieukrywaną dumą. Z tym miejscem wiąże się jeszcze jedno ważne wspomnienie: – Ojciec mój co roku robił domowe wino, z wiśni, porzeczek… Kiedyś stwierdził, że uchowały się gdzieś trzy butelki takiego wina, z 1945 lub 1946 roku. Postanowił wówczas, razem z moją matką, że otworzą je, kiedy Polska będzie już wolna. Niestety, żadne z nich nie doczekało tego momentu. Ojciec zmarł w 1967 roku, a mama osiem lat później. Jego prośbie jednak stało się zadość. Wina otworzyliśmy i wypiliśmy z żoną w 1989 roku.
koniec
« 1 3 4 [5]
10 czerwca 2008
Najważniejsze starty sportowe Zbigniewa Orywała:
  • 1949 – dwukrotne mistrzostwo Polski w sztafecie 3 x 1000 m – w hali (Przemyśl) i na świeżym powietrzu (Wrocław)
  • 1953 – brązowy medal Mistrzostw Polski w biegu przełajowym na 3000 m (Zielona Góra)
  • 1956 – mistrzostwo kraju w biegu na 800 m (Zabrze)
  • 1957 – mistrzostwo kraju w biegu na 1500 m (Kraków)
  • 1958 – rekord Polski w biegach na 1000 m, 1500 m i 1 milę
  • 1958-59 – dwukrotne halowe mistrzostwo USA w biegu na 1000 jardów (Nowy Jork)
  • 1959 – zwycięstwo w biegu na 1 milę podczas zawodów Weltklasse (Zurych)
  • 1960 – występ w biegach na 800 m i 1500 m podczas XVII Igrzysk Olimpijskich (Rzym)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Do kina marsz: Listopad 2014
Esensja

31 X 2014

W listopadzie najbardziej nas chyba elektryzuje „Interstellar” Christophera Nolana, ale poza nim do kin wchodzi nowy Zwiagincew, nowy Daldry, nowy Cronenberg, nowy Stuhr, kolejne „Igrzyska śmierci”. Będzie co oglądać.

więcej »

Filmowy atlas Czech: Tam, gdzie świat traci poetów
Karolina Ćwiek-Rogalska

27 X 2014

Od czego zacząć opowieść o czeskim kinie? O kinie „jakimś” w ogóle? Najprościej byłoby zacząć od początku: pierwszy czarno-biały film, jeszcze bez dźwięku albo największe arcydzieło danej kinematografii. Można też, oczywiście, zacząć gdzie indziej. I tak właśnie zaczynamy tutaj.

więcej »
rys. M. Fitzner

50 najlepszych polskich komedii wszech czasów
Esensja

17 X 2014

Zapraszamy do hejtowania naszego kolejnego rankingu! Tym razem, zgodnie z zapowiedziami, zaatakowaliśmy polskie komedie romantyczne. Wiecie, „Nigdy w życiu”, „Ja wam pokażę”, „Dlaczego nie” i „Tylko mnie kochaj”. Żartujemy, oczywiście. Zaatakowaliśmy polskie komedie w całej ich różnorodności – od popisów Adolfa Dymszy, poprzez dzieła Chmielewskiego i Barei aż po bardziej współczesne tytuły. Czytajcie i krytykujcie, polskie komedie każdy zna wszak na pamięć.

więcej »

Polecamy

Niezdrowy styl życia

Wenecja 2014:

Niezdrowy styl życia
— Marta Bałaga

Sposób na kryzys
— Marta Bałaga

Skupiam się na uczuciach
— Marta Bałaga

Wielki Joe
— Marta Bałaga

Po godzinach
— Marta Bałaga

Dwaj ludzie z trumną
— Marta Bałaga

Sens życia według Roya Anderssona
— Marta Bałaga

Bo to zła kobieta była
— Marta Bałaga

Epopeja narodowa
— Marta Bałaga

Cierpienia młodego Leopardiego
— Marta Bałaga

Zobacz też

Tegoż autora

Aniołek z piekła rodem
— Sebastian Chosiński

Ostatnia szansa na bycie człowiekiem
— Sebastian Chosiński

Żart, który się nie nudzi
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Groza patentowana
— Sebastian Chosiński

Ludzie z ponurego Zamku
— Sebastian Chosiński

Lekcja tolerancji
— Sebastian Chosiński

Drzewo złe owoców dobrych wydawać nie może
— Sebastian Chosiński

…and the Winner is…
— Sebastian Chosiński

Baran, z którym lepiej się nie tryknąć
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000-2014 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.