Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 24 października 2014
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Do księgarni marsz: Październik 2014  –  Esensja

Marina i Siergiej Diaczenko

Esensja.pl
Esensja.pl
Paweł Laudański
[1] 2 »
Prezentacja twórczości ukraińskiego duetu, zdobywającego uznanie również i u nas.
‹Zapomniane perełki› - Klub Esensji, edycja druga
Od lewej: E. Dębski, M. Diaczenko, S. Diaczenko
Od lewej: E. Dębski, M. Diaczenko, S. Diaczenko
Marina i Siergiej Diaczenko to niekwestionowani liderzy fantastyki psychologicznej; posługując się sztafażem fantasy czy urban fantasy, opisują to, co interesuje ich najbardziej: człowieka i jego zachowanie w ekstremalnych, jak by się wydawało, sytuacjach. Ów sztafaż służy im jedynie jako tło, raz mocniej zarysowane, raz słabiej, dla przedstawienia swego głównego bohatera: człowieka, czy to obdarzonego jakimś nadzwyczajnym talentem, czy to najzupełniej zwyczajnego; akcja ich utworów toczy się bowiem przede wszystkim w ludzkich duszach. Nie chcę przez to powiedzieć, że tym dekoracjom autorzy poświęcają mniej uwagi, traktując je per noga; nic bardziej mylnego – wystarczy wskazać chociażby świat wykreowany w powieści Pieszczera. Niewiele znam wizji o takiej sile oddziaływania na wyobraźnię czytelnika. Wizjom tym mocy dodaje język, którym są przedstawione: soczysty i poetycki zarazem.
Uczucia aż się gotują w tej prozie; czytelnik wpada po uszy w ową kipiel, a po odwróceniu ostatniej kartki czuje się, jakby właśnie oberwał czymś ciężkim po łbie. Nie podejrzewałem wcześniej, że jestem zdolny aż tak bardzo utożsamić się z postacią wykreowaną bądź co bądź jedynie w wyobraźni autora, żyć jej problemami, trzymać za nią kciuki…
Okoliczności te powodują, że zaliczam Diaczenków do wąskiego grona moich ulubionych pisarzy, na których nowe utwory czekam z prawdziwą niecierpliwością, przekonany, że każdy z nich stanowić będzie nie lada ucztę dla mego umysłu. I pomyśleć, że generalnie nie przepadam za fantasy…
Diaczenkowie mieszkają i pracują w Kijowie. Marina urodziła się w 1968 roku, z wykształcenia jest… aktorką. Wykłada sztukę scenicznej wymowy w Kijewskim Instytucie Teatralnym. Siergiej urodził się w 1945 roku. Z wykształcenia lekarz-psychiatra, kandydat nauk biologicznych, autor scenariuszy do wielu popularno-naukowych i fabularnych filmów.
Na niwie fantastyki zadebiutowali w 1994 roku powieścią Priwratnik, otwierającą tetralogię luźno ze sobą powiązanych powieści Skitalcy; cykl ten jest chyba najbardziej ze wszystkich utworów Diaczenków zbliżony do klasycznego wyobrażenia o literaturze fantasy. Bohaterem powieści jest upadły mag, który utracił wszystko, co posiadał, w tym miłość i magiczną moc; teraz musi odnaleźć się w nowej dlań rzeczywistości, odnaleźć swoje nowe „ja”. W dodatku postawiony zostaje przed koniecznością dokonania niełatwego wyboru: jakaś potężna, wroga światu i człowiekowi moc za wszelką cenę chce przedostać się do naszej rzeczywistości. Dla realizacji tego zamiaru konieczne jest ustanowienie przejścia między dwoma realnościami; przejście owo miałoby powstać, a potem być utrzymywane za pośrednictwem owego upadłego maga… Jakiego wyboru dokona bohater opowieści? Czy noszący słuszny, przynajmniej ze swego punktu widzenia, żal do wszystkich i wszystkiego, doprowadzi do ich zniszczenia, czy też przeciwnie, znajdzie w sobie siły do przeciwstawienia się niebezpieczeństwu zagrażającemu temu wszystkiemu, co znał? Czy wyalienowany, wzgardzony przez resztę ludzkości znajdzie w sobie dość siły, by przeciwstawić się – słusznej skądinąd, przynajmniej z jego punktu widzenia – żądzy zemsty, odegrania się za wszelkie niesprawiedliwości, którymi ludzkość ta go doświadczyła?
Priwratnik został zauważony i doceniony, o czym świadczy chociażby przyznana zań nagroda Euroconu dla najlepszych europejskich fantastów roku.
Kolejną książką Diaczenków był opublikowany w 1996 roku zbiór Rituał. W tytułowej powieści pewien smok porywa piękną księżniczkę. Dziewczyna niezbędna mu jest do przejścia obrzędu inicjacji i wejścia w dorosłość. Smok potrafi przybierać ludzką postać – i to właśnie pomiędzy jego ludzka emanacja zaczyna zwlekać z wykonaniem nieubłaganego, zdawać by się mogło, rytuału; ani się obejrzy, gdy skomplikowana gra, która zawiązuje się pomiędzy panem niedostępnego, zagubionego gdzieś wśród nadmorskich skał zamku, a więzioną przezeń bądź co bądź królewską córką doprowadzi do narodzin uczuć, które, lekko mówiąc, nie ułatwią podjęcia pewnych decyzji dotyczących jego – i jej – przyszłości. I wtedy u stóp zamku pojawia się wybawca; to następca tronu sąsiedniego królestwa, który, chcąc nie chcąc, kieruje się nakazami pewnej świeckiej, jakże dobrze znanej tradycji, i wyrusza, by uwolnić piękną księżniczkę ze szponów okrutnego potwora…
Zawartość tomu uzupełniły: mikropowieść Bastard, klasyczna w formie i realizacji fantasy, przypominająca bardziej zapis przebiegu jakiejś komputerowej rozgrywki niźli zwykły utwór literacki – rzecz wyróżniająca się z twórczości Diaczenków, i to zdecydowanie in minus, oraz znane naszym czytelnikom z łamów miesięcznika „Science Fiction” opowiadanie Wirlena, pierwszy zresztą tekst naszych bohaterów przełożony na język polski.
Rok 1997 przyniósł powieść Skrut. To przejmująca opowieść o człowieku, który musi podjąć nie lada decyzję. Jego ukochana zostaje uwięziona przez bezlitosnego przez bezlitosnego potwora, tytułowego skruta. Skrut był kiedyś człowiekiem, okrutnie przez kogoś skrzywdzonym; zaznana krzywda spowodowała, że zmienił się nie do poznania, stając się mieszkającym na odludziu, bezlitosnym koszmarem, pałającym żądzą zemsty na sprawcy swego nieszczęścia. I teraz nadarza się ku temu okazja – bohater opowieści musi odnaleźć i przyprowadzić skrutowi kobietę, która swym działaniem doprowadziła go do jego koszmarnego stanu, w innym przypadku bowiem jego ukochana zginie. Czasu jest coraz mniej…
Czy Igar ma prawo decydować o czyimś życiu lub śmierci? Czy ma prawo wyboru, które życie jest ważniejsze – jego dziewczyny czy tej nieznanej mu początkowo kobiety?
W tym samym roku ukazała się pierwsza z naprawdę znaczących powieści ukraińskiego duetu; mowa o drugiej część cyklu Skitalcy, zatytułowanej Szram. To historia o karze, o wynikającym z niej odosobnieniu i próbie odkupienia. Kara jest zaiste straszliwa – oto kapitan miejskiej straży, wiecznie szukający zwady lekkoduch i hulaka, pies na kobiety, bezmyślnie zabija niewinnego człowieka, młodego studenta, który przybył do jego miasta wraz z narzeczoną dla przeprowadzenia pewnych naukowych badań. Traf chciał, że oko Egerta Solla (tak się zwał ów kapitan) padło na narzeczoną studenta. Sprowokowany student wyzywa na pojedynek o wiele bardziej wprawnego w tego rodzaju rozstrzyganiu sporów, co nie może skończyć się dlań dobrze. Karę nakłada wędrowny mag, jedna z głównych postaci Priwratnika, znacząc policzek Solla raną zadaną ostrzem szpady. Rana co prawda się zabliźnia, zmienia ona jednak psychikę oznaczonego nią człowieka, obdarzając ją cechą, którą najbardziej gardził ona sam, jak i jego otoczenie: bezmiernym wręcz tchórzostwem. Soll boi się dosłownie wszystkiego, zarówno strachów rzeczywistych, jak i tych wyimaginowanych. Wzgardzony przez rodzinę i dotychczasowych przyjaciół, ucieka potajemnie z miasta. Jakimś cudem udaje mu się odnaleźć kobietę, którą tak niepomiernie skrzywdził, zabijając jej ukochanego. Czy będzie mu dana szansa odkupienia swej przewiny, a jeśli tak, to czy znajdzie w sobie dość sił, by tego dokonać?
Diaczenkowie genialnie wręcz nakreślili sylwetkę Egerta Solla. Żadna ze znanych mi postaci literackich nie była tak bardzo godna zarówno najgłębszej pogardy, jak i najwyższego współczucia. Po prostu niesamowite.
Trzecia część cyklu Skitalcy jest, słusznie chyba, uznawana za rzecz nie do końca udaną, powielającą schematy i sytuację opisaną w Priwratniku. Priejemnik, bo o nim mowa, to znów opowieść o człowieku wyrzuconym poza margines społeczeństwa; różnica polega na tym, że bohater Priwratnika sam na ową banicję zasłużył, bohater Priejemnika zaś nie ponosi za to żadnej winy. Zadanie, przed którym zostaje postawiony, jest dziwnie podobne do tego, przed jakim stanęła główna postać debiutanckiej powieści Diaczenków: musi oto znaleźć odpowiedź na pytanie, czy poczucie własnej krzywdy, jak najbardziej uzasadnione, stanowi wystarczające usprawiedliwienie dla przyczynienia się do zagłady całego świata?
I wreszcie ostatnia powieść opublikowana w 1997 roku, drugie z wielkich dzieł ukraińskiego małżeństwa; mam na myśli Wied’min wiek. Rzecz dzieje się w świecie, jako żywo przypominającym nasz, z jedną, jakże jednak istotną różnicą: obok ludzi żyją postaci rodem z zachodnioukraińskiej mitologii: wiedźmy, niawki, czugajstry. Nad tym, by całe to magiczne tałatajstwo nie zapanowało nad światem, czuwają siły Inkwizycji, do której trafiają ludzie, mający wrodzoną zdolność odróżniania owych magicznych stworów, niejednokrotnie bardzo dobrze zamaskowanych, od zwykłych ludzi. Nie każdy wszak chciałby mieć za żonę wiedźmę, prawda? Tak, jak nie chce tego jedna z postaci tej powieści, która najzupełniej przypadkowo dowiaduje się o tym, że jego narzeczona nie jest człowiekiem. Jak każda wiedźma, podlega ona obowiązkowi rejestracji, umożliwiającej sprawowanie nad nią stałej kontroli w przyszłości. Nie dziwi jednak, że za wszelką cenę stara się tego uniknąć. Długo udaje jej się to dzięki pomocy pewnego wysoko postawionego funkcjonariusza Inkwizycji, którym targają wyrzuty sumienia z tego powodu, że doprowadził do ujawnienia prawdy o niej przed wspomnianym narzeczonym, co spowodowało zerwanie zaręczyn. Pomiędzy inkwizytorem a ochranianą przez niego wiedźmą zaczyna rodzić się głębsze uczucie. Czy dla owego uczucia Wielki Inkwizytor Klaudiusz Starge zaryzykuje zagładę ludzkości chronionej przez organizację, której jest członkiem? Bo oto zbliża się sądny dzień, zbliża się Armageddon, ma nadejść wiedźma-matka, której potęga sprawi, że terroryzowane, działające w pojedynkę magiczne stwory połączą swe siły i staną naprzeciw jakże słabej przy nich człowieczej cywilizacji… Czy chroniona przez Klaudiusza wiedźma nie jest przypadkiem uśpioną, czekającą swego czasu patronką wszystkiego, co ludzkości wrogie?
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Krótki kurs wychowania mola książkowego
Marcin Mroziuk

20 X 2014

Rodzice i nauczyciele często narzekają, że dzieci nie czytają książek. Oczywiście można nad tym smutnym faktem załamywać ręce, ale będzie zdecydowanie lepiej, jeśli dorośli spróbują wdrożyć w życie pomysły przedstawione w tym tekście.

więcej »
© Jan Atamański

Damy polskiej fantastyki
Magdalena Kubasiewicz

10 X 2014

Anna Brzezińska, Ewa Białołęcka, Maja Lidia Kossakowska. Te nazwiska zna chyba każdy miłośnik polskiej fantastyki. Na prelekcje tych pań na konwentach wciąż ściągają tłumy, czytelnicy ustawiają się w kolejce po autografy. Każda z nich więcej niż raz otrzymała nagrodę Zajdla i wielokrotnie nazywana była „Pierwszą Damą polskiej fantastyki”. Zdobyły sobie sławę i renomę, o jakiej większość autorów może obecnie tylko pomarzyć.

więcej »

Kanon ze smoczej jaskini: Wspomnienia
Beatrycze Nowicka

6 X 2014

Czyli przygarść refleksji i wspominek na temat pozycji wyszczególnionych w Kanonie, o których nie pisałam na łamach Esensji.

więcej »

Polecamy

Wspomnienia

Kanon ze smoczej jaskini:

Wspomnienia
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część II
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część I
— Beatrycze Nowicka

Przeciwko nicości
— Beatrycze Nowicka

Nic specjalnego
— Beatrycze Nowicka

Magiczne USA
— Beatrycze Nowicka

Dobry i zły lord
— Beatrycze Nowicka

Rycerze i detektyw
— Beatrycze Nowicka

Dla nieco młodszych czytelników
— Beatrycze Nowicka

Zdecydowanie nie zachwyca
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (64)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (63)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (61)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (57)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (56)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (55)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (54)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (53)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (52)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (51)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Wiatr ze Wschodu (62)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (60)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (59)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (58)
— Paweł Laudański

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

Copyright © 2000-2014 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.