Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 23 października 2014
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Do księgarni marsz: Październik 2014  –  Esensja

Przeczytaj to jeszcze raz: Niczym zacny trunek

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Kłamstwach Locke’a Lamory” Scott Lynch pokazuje, że pozostając przy klasycznej formie i motywach, wciąż można pisać fantasy, które jest ciekawe i świeże.
‹Zapomniane perełki› - Klub Esensji, edycja druga

Scott Lynch
‹Kłamstwa Locke’a Lamory›

EKSTRAKT:70%
TytułKłamstwa Locke’a Lamory
Tytuł oryginalnyThe Lies of Locke Lamora
Data wydania5 października 2007
Autor
PrzekładWojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
Wydawca MAG
CyklNiecni Dżentelmeni
ISBN978-83-7480-067-9
Format536s. 135×200mm
Cena35,—
Gatunekfantastyka
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 32,50 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj w
Zobacz w
Jednym z głównych powodów, dla których lubię antologie, jest możliwość „wyłowienia” wartych uwagi nazwisk. Lektura „Mieczy i mrocznej magii” przyniosła mi odkrycie w osobie Scotta Lyncha. Pamiętałam też wzmianki na temat jego cyklu o Niecnych Dżentelmenach w dyskusjach dotyczących „Królewskiej krwi. Wieży elfów” Michaela Sullivana. Informacje, iż miejscem akcji jest miasto podobne Wenecji, również były bardzo zachęcające – wszak jest to jedna z bardziej malowniczych scenografii, znakomicie pasująca do wszelakich intryg (by wspomnieć choćby „Umbarski gambit” w „Ostatnim władcy pierścienia” Jeśkowa). Sięgnęłam zatem po pierwszy tom przygód oszustów z Camorry, będący zarazem powieściowym debiutem Lyncha. Moja ciekawość na szczęście została nagrodzona – „Kłamstwa Locke’a Lamory” okazały się książką wartą poznania.
Największym atutem powieści jest świat przedstawiony. Na razie czytelnik ma wrażenie, jakby w uniwersum Lyncha istniała sama Camorra, poza którą mieści się jedynie kilka pomniejszych lokacji, reszta mapy zaś dopiero czeka na uzupełnienie, niemniej port okazuje się tak ciekawym, różnorodnym i wyrazistym miejscem, że staje się wręcz głównym bohaterem utworu. Na taki, a nie inny efekt składają się po równo: praca koncepcyjna, niebanalna wyobraźnia autora oraz jego styl. Słusznie mawiają, że diabeł tkwi w szczegółach – to właśnie rozliczne detale urealniają Camorrę i czynią z niej tak niezwykłe miejsce. Lynch obmyślił mnóstwo rzeczy w każdej możliwej skali; od pozostałości po starszej rasie w postaci wież, mostów, wąskich kładek i innych budowli z materiału zwanego staroszkłem, zdolnego pochłaniać światło i po zachodzie słońca fosforyzować na rozmaite kolory, aż po lokalne napoje: wymyślne drinki czy doprawioną alchemicznymi ingrediencjami herbatę, podawaną w szklankach w kształcie kielichów tulipanów i świecącą po nalaniu. „Kłamstwa…” aż skrzą się pomysłami, do których zaliczają się między innymi zwyczaje w postaci Biesiady na Wodzie, w trakcie której rozgrywa się coś w rodzaju corridy, tyle że z udziałem rekinów, miejsca – jak niezwykły Bezwonny Ogród, mieszczący tysiące żywiących się krwią szklanych kwiatów, potrawy – ot, choćby ozdobiona maleńkimi światełkami miniaturka wieży z nadziewanego kremem piernika. Lynch stara się przy tym przemawiać do wyobraźni czytelnika, odwołując się do wszystkich jego zmysłów, a czyni to tak sprawnie, że aż chciałoby się zakosztować wymyślnych dań czy przespacerować wieczorem ulicami którejś z bogatszych dzielnic. Śmiem twierdzić, że dla Mistrzów Gry „Kłamstwa…” powinny być lekturą obowiązkową właśnie ze względu na sposób przedstawiania świata.
Wspomniałam też o stylu, potrzebnym by autorską wizję przekuć w sugestywny przekaz. Lynchowi udaje się to świetnie – z jednej strony potrafi pisać malarsko, z drugiej nie popada w przesadę. Oto kilka przykładów: „Zimne, błękitne światło lśniło zza srebrzystych zasłon rzecznej mgły tak, jak mogłyby migotać lampy uliczne widziane przez zakopcone okno. Sznur widmowych światełek wił się (…) na wpół widoczny w ciepławych oparach, sączących się w letnie noce z wilgotnych kości Camorry”, „Za nią wznosiła się Czarna Włócznia (…) zbudowana ze szkła barwy obsydianu, które mieniło się potrzaskanymi tęczami, jak tafla oleju”, „Przez przezroczystą czaszę sufitu było widać nisko zawieszone chmury, podobne do wrzącego jeziora dymu”, „Deszcz rozcapierzył szare palce pomiędzy nim a celem”, „Zaatakował, nie czekając, aż przeciwnik skończy mówić. Stal wykreśliła powidok w powietrzu”.
Przedstawienie tak drobiazgowego obrazu ma jednak swoją cenę, a jest nią spowolnienie akcji. W porównaniu z „Królewską krwią” Sullivana świat nakreślony jest bajecznie, ale już fabuła rozwija się wolno. Dotyczy to zwłaszcza początku powieści – nie chodzi o to, że zupełnie nic się nie dzieje, ale intryga rozkręca się gdzieś tak od dwusetnej strony, by nabrać tempa dopiero w części ostatniej. Dobrym pomysłem na urozmaicenie narracji jest przeplatanie perypetii dorosłego Locke’a Lamory oraz jego szajki rozdziałami na temat dzieciństwa bohaterów i samego miasta, mimo to od czasu do czasu robiło się nudnawo. Choć – co trzeba autorowi oddać – epizody bywają naprawdę barwne, zaś przekręty Niecnych Dżentelmenów są zmyślne i budzą uznanie czytelnika (nie ma też wpadek w rodzaju głupot, jakie zdarzały się Sullivanowi1)). Muszę się tu zgodzić z redakcyjnym kolegą odnośnie upodobania Lyncha do „hollywoodzkich” rozwiązań. Jest malowniczo, a wydarzenia często balansują na granicy realizmu. Końcówkę zaczerpnięto rodem z filmów sensacyjnych o terrorystach – Locke Lamora od pewnego momentu obrywa nieustannie niczym Jean-Claude van Damme, nie tracąc przy tym ani jednego zęba, a jeden z czarnych charakterów w chwili (tymczasowego oczywiście) zwycięstwa tradycyjnie uskutecznia mowę, w której wyjaśnia, na czym polega jego przewaga. Niemniej takie podejście dobrze pasuje do awanturniczej konwencji, raz też udało się Lynchowi całkowicie mnie zaskoczyć.
Jeśli chodzi o bohaterów, przyznaję, że bardziej przypadli mi do gustu złodzieje Sullivana. Locke jest trochę za mało charakterystyczny – przez sporą część książki dowiadujemy się o nim w zasadzie tylko tego, iż jest sprytny, brawurowe oszustwa stały się dla niego rodzajem nałogu oraz że potrafi przedzierzgnąć się, w kogo zechce. W zalewie kolejnych wcieleń niknie jego prawdziwa twarz – zresztą nasunęła mi się refleksja, że Locke Lamora też jest maską, którą mały sierota z Pogorzeliska wymyślił sobie, by przetrwać, a która po latach nieustannego noszenia stała się zrębem jego dorosłej osobowości. W dalszych rozdziałach Lynch „obdarowuje” swego protagonistę nieszczęśliwą miłością (niezbyt przekonująco) i eksponuje jego lojalność wobec przyjaciół (to już wypada lepiej i zjednuje bohaterowi sympatię czytelnika). Pozostali Niecni Dżentelmeni to figury napisane pod konwencję: Jean Tannen – wyszkolony szermierz o aparycji jowialnego grubaska, nieustannie przerzucający się ciętymi uwagami bracia Sanza, wreszcie narwany nastolatek Pędrak2).
Dialogi nie są złe, ale i tutaj przechylam nieco szalę na korzyść Sullivana, zwłaszcza jeśli chodzi o kreślenie relacji pomiędzy postaciami. Wolę, gdy niektóre rzeczy są tylko sugerowane – np. w „Wieży elfów” w pewnym momencie przed niebezpieczną walką Royce oddaje Hadrianowi swój sztylet, jak się wydaje jedyną rzecz, jaka została mu po rodzicach. Locke i Jean natomiast mają w zwyczaju padać sobie ze łzami w oczach w ramiona i wyznawać, jak to są dla siebie ważni. Ogólnie wszelki dramatyzm u Lyncha jest zasadniczo budowany w scenach, gdzie ktoś ginie, a pozostali bohaterowie rozpaczają nad zwłokami.
Niezależnie jednak od moich pomniejszych narzekań „Kłamstwa Locke’a Lamory” pozostają bardzo dobrą powieścią, w ogóle nie wyglądającą na dzieło debiutanta, świetną rozrywką, w której można się rozsmakować.
PS. Warto nadmienić, iż niebawem ukazać się ma trzeci tom cyklu, a jeśli wierzyć internetowym doniesieniom, prawdopodobnie wyjdzie także drugie wydanie obu poprzednich części.
koniec
6 marca 2012
1) Choć i Sullivan, i Lynch po równo każą swoim postaciom w kluczowych momentach wykazywać się nieprzystającą do zawodu naiwnością.
2) Po namyśle dodam, że ten sam zarzut można by postawić złodziejskiemu duetowi Sullivana. Można więc mówić tylko o subiektywnym odbiorze postaci. Ponadto obaj pisarze obrali nieco inną strategię przedstawiania swoich bohaterów.
dodajdo

Komentarze

« 1 2 3 [4]
08 III 2012   18:53:02

Drogi Misiu Haribo,

uraza nie przyszłaby mi do głowy. Twoja wypowiedź natomiast, nieuściślona jeszcze, domagała się, proszę przyznać, tego drobnego prychnięcia, które pozwoliłem sobie zobrazować za pomocą frazy "och jej!". Teraz już się nie domaga, ku pożytkowi nas wszystkich.

08 III 2012   18:56:22

Nadobna Beatrycze,

owszem, "są książki, w których można się zastanawiać - czy to po prostu bajki dla dzieci, czy to realizm magiczny (...) [czy] fantasy czystej wody". Tylko po co?

08 III 2012   22:41:11

Takiej czystej wody fantasy to Lamora na szczęście nie jest, choćby nie ma tam motywu questu, ani co gorsza "idzie-idzie-rąbie-rąbie-seks-idzie-rąbie" ;) Magia jest, ale częściej w podtekście, lub właśnie jako przyprawa. Więc to przygodówka z elementami fantasy, a nie fantasy przygodowa. Kwestia proporcji :)

09 III 2012   13:51:38

Hm, a ja w czasach swojego czytania Hyperiona czytałem również Diunę. I moim zdaniem Herbert pobił Simmonsa na głowę. Ale z perspektywy lat obie książki (mówię o tylko o otwarciach cykli, reszta to spadanie z wysokiego konia) przypominają mi w Pustyni i w puszczy. Papier dosłownie i w przenośni (Diuna mniej).
A czytając Solaris czy Pirxa czuję ciary i po 30 - tak jak 15 czy więcej lat temu.

« 1 2 3 [4]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Świat według Ifemelu
Joanna Kapica-Curzytek

22 X 2014

Trzecia powieść Chimamandy Ngozi Adichie z całą mocą potwierdza jej przynależność do ścisłej czołówki literatów afrykańskich młodszego pokolenia. Bez wątpienia można nazwać tę książkę wydarzeniem.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Narodziny legendy
Beatrycze Nowicka

21 X 2014

„Echa wielkiej pieśni” zwracają uwagę interesującym pomysłem na świat przedstawiony. Są przy tym powieścią o bardzo skondensowanej fabule tak, że aż żal, iż pomysły autora i bohaterowie nie zostali przedstawieni obszerniej.

więcej »

Bohaterowie ponad światem
Miłosz Cybowski

20 X 2014

Czytając pierwszy tom „Igrzysk śmierci” widać wyraźnie, że autorka postawiła prawie wszystko na przekonujących i realistycznych bohaterów pierwszoplanowych. Co, biorąc pod uwagę, że mamy ich tylko dwoje, nie było zadaniem trudnym. Tytułowy pomysł w swojej brutalnej formie także okazuje się strzałem w dziesiątkę.

więcej »

Polecamy

Wspomnienia

Kanon ze smoczej jaskini:

Wspomnienia
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część II
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część I
— Beatrycze Nowicka

Przeciwko nicości
— Beatrycze Nowicka

Nic specjalnego
— Beatrycze Nowicka

Magiczne USA
— Beatrycze Nowicka

Dobry i zły lord
— Beatrycze Nowicka

Rycerze i detektyw
— Beatrycze Nowicka

Dla nieco młodszych czytelników
— Beatrycze Nowicka

Zdecydowanie nie zachwyca
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Kłamstwo ma krótkie nogi, ale często zgrabne
— Michał Foerster

Z tego cyklu

Narodziny legendy
— Beatrycze Nowicka

Sukces jak porażka
— Sebastian Chosiński

Skrzywdzony, poniżony, zamordowany
— Sebastian Chosiński

Trójkąt miłosny z podtekstami
— Sebastian Chosiński

Wystarczy być przyzwoitym…
— Sebastian Chosiński

Portrety trumienne
— Sebastian Chosiński

Ironia losu i fajtłapowaty inspektor
— Sebastian Chosiński

Morderca tkwi w każdym z nas
— Sebastian Chosiński

Muza w bursztynie
— Beatrycze Nowicka

O dwóch takich, co ukradli altankę
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Złodziejom oby powiodło się lepiej
— Beatrycze Nowicka

Locke nadal nie kłamie przekonująco
— Kamil Armacki

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Złodzieje z Karaibów: Na Krańcu Sensu?
— Michał Foerster

Tegoż autora

Kanon ze smoczej jaskini: Wspomnienia
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Wrzesień 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Kanon ze smoczej jaskini: Moja własna lista. Część II
— Beatrycze Nowicka

Kanon ze smoczej jaskini: Moja własna lista. Część I
— Beatrycze Nowicka

Kanon ze smoczej jaskini: Przeciwko nicości
— Beatrycze Nowicka

Kanon ze smoczej jaskini: Nic specjalnego
— Beatrycze Nowicka

Kanon ze smoczej jaskini: Magiczne USA
— Beatrycze Nowicka

Kanon ze smoczej jaskini: Dobry i zły lord
— Beatrycze Nowicka

Kanon ze smoczej jaskini: Rycerze i detektyw
— Beatrycze Nowicka

Kanon ze smoczej jaskini: Dla nieco młodszych czytelników
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000-2014 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.