Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 22 grudnia 2014
w Esensjopedii w Esensji w Google

Esensja czyta: Kwiecień 2012

Esensja.pl
Esensja.pl
Oto przegląd kwietniowych lektur redakcji.
Joanna Kapica-Curzytek [70%]
Od śmierci brytyjskiej wokalistki Amy Winehouse mija już prawie rok. Miłośnicy jej talentu nie przestają sobie zadawać pytań, czy musiało do tego dojść i czy można było cokolwiek zrobić, by temu zapobiec. Niektóre odpowiedzi znajdziemy w niniejszej książce. Jej autorka Daphne Barak relacjonuje spotkania z rodzicami Amy, a także z nią samą. Przeprowadza z nimi rozmowy na potrzeby filmu dokumentalnego „Ratując Amy”. Poznajemy dosyć dokładnie dzieciństwo i wczesną młodość piosenkarki, historię jej burzliwych związków i sekrety twórczości – Amy Winehouse znana była z bezkompromisowej szczerości i bezpośredniości swoich tekstów. Trudno jednak orzec, czy ta książka pokaże nam to, na czym nam zależy najbardziej, czyli „jaka Amy była naprawdę”, bowiem jej prawdziwą osobowość bezpowrotnie zniszczyły nałogi (bulimia, alkohol i narkotyki). Na długo w pamięci zapada ból i dramat współuzależnionych rodziców wokalistki, walczących o zdrowie córki. Niestety, mogą tylko bezsilnie przyglądać się jej pogarszającej kondycji, aż do nieuchronnego finału. Zawarty w książce bogaty materiał biograficzny, sprawia, że jej lektura pomoże lepiej zrozumieć zasługującą na uwagę twórczość Amy Winehouse. Dużym atutem książki są też liczne barwne zdjęcia artystki – prywatne i z koncertów.
Anna Kańtoch [70%]
Czwarty tom wyraźnie już wskazuje, że cykl „Protektorat Parasola” zmierza w stronę serialu, bo o ile początkowe dwie części (przede wszystkim oczywiście pierwsza) były jeszcze samodzielnymi całościami, o tyle trzecia oraz czwarta samodzielne są mniej więcej w tym samym stopniu, co kolejny odcinek popularnego tasiemca. Owszem, jest tu coś, co można nazwać „główną intrygą”, która znajduje swoje zakończenie na ostatnich stronach, ale bez znajomości poprzednich tomów pogubimy się w zależnościach pomiędzy postaciami i, przede wszystkim, zabraknie nam pełnego obrazu fabuły. Serialowy jest też fakt, że owa „główna intryga” mocno przypomina te z poprzednich tomów – ot, na ulicach Londynu pojawia się kolejne niebezpieczeństwo, któremu po raz kolejny stawia czoła dzielna Alexia. Nic, czego byśmy się nie spodziewali. Ta swoista „serialowość” w trzecim tomie jeszcze mi przeszkadzała, w czwartym się z nią pogodziłam, co wyszło na dobre, bo bez przeszkód mogłam już cieszyć się humorem i sympatycznymi postaciami. Pod tym względem „Bezwględna” nie dorównuje co prawda ani tomowi pierwszemu (zachwycającemu świeżością) ani drugiemu (najbardziej zabawnemu) lecz od trzeciego jest moim zdaniem lepsza, co budzi nadzieję, że cykl zmierza w dobrym kierunku. A sądząc po końcówce, Carriger ma jeszcze sporo niewykorzystanych pomysłów…
Anna Kańtoch [60%]
Bardzo lubię prozę Henry’ego Jamesa, a dla ścisłości, do niedawna jeszcze wydawało mi się, że ją lubię, bo „Skrzydła gołębicy” wystawiły moją sympatię na ciężką próbę. To nie jest ten sam autor, który w „Domu na placu Waszyngtona” potrafił celnie, jednym albo kilkoma zdaniami, oddać skomplikowane emocje postaci, teraz opisy zajmują po kilka stron – obsesyjnie szczegółowe, z detalami rozważające każde drgnienie serca i każdą wątpliwość. I mam wrażenie, że w tym potoku słów ginie momentami to, co najważniejsze, czyli emocje właśnie, a charaktery bohaterów zamiast bardziej wyraziste stają się coraz bardziej rozmyte. Może to być do pewnego stopnia winą polskiego tłumacza, bo podejrzewam, że w oryginale wszystkie te długie zdania brzmią jaśniej i zgrabniej (po polsku np. czasem gubi się w nich podmiot). Irytują także dialogi, w których nikt nigdy nie mówi niczego wprost. Chwilami wygląda to niemal tak, jakby bohaterowie porozumiewali się telepatycznie – tyle że my, nieszczęśni czytelnicy, tych telepatycznych przekazów nie słyszymy, nam wystarczyć muszą półsłówka i aluzje. Sprawia to nienaturalne wrażenie, bo przecież nawet osoby, które znają się nawzajem świetnie i rozumieją, przysłowiowo „bez słów”, nie rozmawiają ze sobą w ten sposób przez cały czas! Dlaczego więc, mimo powyższych zastrzeżeń, nie uważam lektury „Skrzydeł…” za czas stracony? Cóż, po pierwsze, to klasyka, a tę zawsze warto znać. Po drugie, powieści Henry’ego Jamesa pozwalają poznać zupełnie inny świat, inną mentalność, odmienny od naszego sposób myślenia. I tak naprawdę więcej tu się dzieje nie w słowach, ale pomiędzy nimi, bo to, co z uporem powtarzają nam bohaterowie, wcale nie musi być prawdą, jak w przypadku wielokrotnie deklarowanej „przyjaźni” głównych bohaterek, które tak naprawdę chyba nawet się lubią. I jak w przypadku równie często powtarzanych zapewnień o „niezwykłości” Milly, która, szczerze mówiąc, sprawia wrażenie po prostu sympatycznej, prostej dziewuszki i gdyby nie jej uroda, majątek oraz śmiertelna choroba, nie byłoby w tej postaci nic ciekawego. I doprawdy nie wiem, ile w tych rozbieżnościach jest świadomego autorskiego oszustwa, a ile wspomnianej już odmiennej mentalności, która każe każde dwie kobiety spędzające ze sobą czas nazywać „przyjaciółkami”, a każdą ładną, tragiczną pannę „niezwykłą istotą”. Nie wiem, ale choćby dla takich wątpliwości warto książkę przeczytać.
Miłosz Cybowski [70%]
Co można powiedzieć o najsłynniejszym skandynawskim kryminale? Że jest to z pewnością wciągająca książka. Jeśli dodać do tego ciągłe trzymanie czytelnika w napięciu, całkiem zgrabnie przedstawioną fabułę, zagadkę sprzed lat oraz nieźle zarysowanych, indywidualistycznych (co za tym idzie, także bardzo charakterystycznych) bohaterów, to otrzymamy pozycję, którą trzeba poznać. Od całości należy jednak odjąć kilka dodatkowych punktów za „głównego złego” objaśniającego swoje złowieszcze plany w sposób żywcem wyjęty z trzeciorzędnej literatury fantasy oraz dość trudną do zaakceptowania relację między głównymi bohaterami (dwa odmienne charaktery, które ni stąd ni z owąd znajdują wspólny język). W efekcie otrzymujemy w „Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet” Stiega Larssona całkiem niezłą, choć nie pozbawioną wad lekturę. W dodatku całość jest teatrem dwójki aktorów, w którym losy pozostałych bohaterów, choć dobrze opisane, giną gdzieś w tle. Czy to wada? Warto przekonać się samemu.
Daniel Markiewicz [60%]
Zacznijmy od najważniejszego: po lekturze tej książki nie nauczycie swoich psów fizyki. Ba, być może sami również nie będziecie w stanie tego zrobić. Niemniej Chad Orzel podjął próbę wytłumaczenia założeń mechaniki kwantowej osobom, które do tej pory nie miały z nią zbyt wiele do czynienia. I swoje zadanie wykonał. Czyli: spróbował.
Pomysł na książkę autor miał taki: udam, że mam gadającego psa, zacznę z nim rozmawiać, a między kolejne, niezbyt długie dialogi powtykam obszerne wykłady fizyczne. Zabieg, z początku irytujący, ostatecznie uznaję za udany – pogawędki z Emmy (suczką profesora) dają chwilę wytchnienia od wyjaśniania kolejnych zjawisk z zakresu fizyki kwantowej. Orzel przybliża m.in. zjawisko dualizmu falowo-korpuskularnego, zasadę nieoznaczoności Heisenberga, a także tunelowanie, splątanie, teleportację, elektrodynamikę (wszystko, rzecz jasna, z dopiskiem „kwantowa/e”). Robi to w sposób przejrzysty, starając się posługiwać przykładami z życia codziennego tam, gdzie jest to tylko możliwe. Oczywiście nie ma co liczyć, że skomplikowane prawa fizyki zostaną nam wyjaśnione wyłącznie na tak uproszczonych przykładach, jak goniący królika pies (rolę laika gra tu Emmy, zatem dominują „psie” porównania). Kolejne rozdziały naszpikowane są naukowym słownictwem i wymagają od czytelnika dużego skupienia. Dlatego osoby reagujące alergicznie na fizykę wraz z jej terminologią nie mogą nastawiać się, że wiedza z tego zakresu spłynie na nich w magiczny i bezproblemowy sposób. Dzięki zawartym w książce informacjom raczej nie uda nam się też zabłysnąć w towarzystwie, bo materiał, o jakim mówimy, jest w dalszym ciągu trudny do przekazania (zwłaszcza z pamięci). I, nie ukrywajmy, nieszczególnie przydatny w życiu codziennym, bo odnoszący się do świata mikroskopowego. Ale i tak Orzel pokazuje świat fizyki o wiele przystępniej, niż robi to gros podręczników do fizyki.
Anna Kańtoch [80%]
Gdyby tej książki nie napisał Pratchett, byłby z niej bardzo dobry kryminał z elementami grozy, taka myśl przyszła mi do głowy tuż po lekturze. Jest tu bowiem śledztwo w sprawie morderstwa, zagadkowa kradzież i tajemnica sprzed lat, a wszystko przyprawione iście horrorowymi mrocznymi siłami, które kryją się w ciemnych, ponurych miejscach. Ponieważ jednak to Pratchett, zamiast ciarek na plecach czytelnik może spodziewać się sporej porcji zdrowego śmiechu i kilku niegłupich przemyśleń – tym razem na temat prowadzących do wojny konfliktów. Pochwała należy się autorowi za wciągającą fabułę, godny uwagi jest też fakt, że „Łups” można czytać bez znajomości poprzednich części – ktoś, kto nie śledzi perypetii Straży na bieżąco, nie będzie miał problemów ze zorientowaniem się, kto tu jest kim. Co więcej, brytyjskiemu pisarzowi udaje się osiągnąć taki efekt bez tłumaczenia w kółko tego samego, co z kolei mogłoby męczyć czytelników znających całą serię. Nawet jeśli pewne wyjaśnienia się w cyklu przewijają (np. te dotyczące osobliwego wyglądu kaprala Nobbsa), to są one za każdym razem wprowadzone tak zgrabnie, że ich powtarzalność nie irytuje. Poza tym duży plus za wampirzycę w szeregach straży, za ciepły, uroczo przedstawiony obraz małżeńskiego szczęścia Vimesa, za… cóż, za całość, tak ogólnie?
Joanna Kapica-Curzytek [90%]
Przypomnienie jednego z najbardziej znanych utworów amerykańskiego pisarza Johna Steinbecka w 50 rocznicę otrzymania przez niego literackiej Nagrody Nobla. Steinbeck był powieściowym portrecistą lat 30. XX wieku, w historii Stanów Zjednoczonych niełatwych, bo naznaczonych piętnem Wielkiego Kryzysu. O ludziach, próbujących odnaleźć swoje miejsce w nieprzyjaznym świecie zawsze pisał z głębokim współczuciem i zrozumieniem. Bohaterami „Myszy i ludzi” są George i Lenny, przemierzający wspólnie kraj w poszukiwaniu pracy. George czuje się odpowiedzialny za niepełnosprawnego umysłowo Lenny’ego. Ich obu łączy też wspólne marzenie: zakup kawałka ziemi na własność i założenie hodowli królików. Docierają na farmę Curleya, gdzie każdy mieszkaniec też ma swoje marzenia i pomysły na dalsze życie. Farma jest amerykańskim społeczeństwem w miniaturze: nie brak tu problemów i napięć związanych z rasizmem, nierównościami społecznymi i wojną płci. Napięcie w powieści narasta niczym muzyczne crescendo, prowadząc do nieuchronnych wydarzeń. Styl „Myszy i ludzi” jest prosty, bez zbędnych elementów, a konstrukcja – przejrzysta i czytelna, niczym teatralna sztuka. Dzisiaj powieść tę można odczytać jako tragedię o świecie, w którym brakuje zaufania pomiędzy ludźmi. Czy może też jako przestrogę?
Miłosz Cybowski [100%]
„Myszy i ludzie” Johna Steinbecka w uzasadnieniu literackiej nagrody Nobla otrzymanej przez autora w 1962 roku zostały określone mianem „małego arcydzieła”. Podobnie jak „Grona gniewu” opowieść ta przenosi nas w czasy wielkiego kryzysu z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Od samego początku można wyczuć, że pełna marzeń i planów historia Lenny’ego i Georga nie skończy się dobrze. Nastrój przygnębienia i depresji jest wszechobecny i stopniowo narasta, by doprowadzić do końcowej katastrofy. Steinbeck znakomicie przedstawia tu ciężką dolę robotników sezonowych w okresie, kiedy nadzieje na lepsze jutro były jedynym sposobem na przetrwanie w niegościnnej amerykańskiej rzeczywistości. W tej krótkiej historii udało się autorowi zawrzeć bardzo wnikliwe studium tego okresu. Absolutny klasyk.
Daniel Markiewicz
Zaczęło się od tego, że Wilson badał świat mrówek. Później naukowiec zdecydował się wyjść poza swój obszar działań (dziś krytykuje przesadną specjalizację w środowisku naukowym), porywając się na zbudowanie i wzmacnianie idei konsiliencji. Odwołując się do oświeceniowych idei, Wilson poddaje zdecydowanej krytyce postmodernistyczną filozofię. Uważa, że biologia będzie kiedyś w stanie wytłumaczyć nie tylko zjawiska stricte przyrodnicze, ale też te pochodzące z innych dziedzin, jak socjologia czy psychologia. Próbując udowodnić tę „zjednoczeniową” teorię, wybiera przykłady z różnych dyscyplin – od badań nad ludzkim umysłem, przez genetykę, aż po zagadnienia z nauk społecznych. Paradoksalnie (bo autor jest biologiem) ciekawiej wypadają rozdziały poświęcone antropologii oraz sztuce, gdy Wilson kończy drobiazgowe wykłady o DNA i genach, a zaczyna pokazywać swój punkt widzenia na spór między teorią biologiczną a kulturową czy sięga źródeł twórczości artystycznej. I o ile zdarza mu się motywować przekonująco, jak w przypadku konieczności wspólnych badań nad genami i kulturą czy krytyce teorii ekonomicznych, to w sporej części przypadków swoje wywody kwituje zdaniami typu „wydaje się, że dopóki nowe dane tego nie podważą, to rozsądek każe nam żywić przekonanie, że…”.
Wszystko wygląda więc pięknie, ale na poziomie idei, nie badań naukowych, choć przecież właśnie w naukę autor wierzy tak mocno. Wobec powyższego „Konsiliencja” pozostaje wprawdzie pozycją popularnonaukową, ale podlaną gęstym sosem filozofowania. Być może spektakularnego – lecz w świetle dzisiejszego poziomu badań również nieco naiwnego.
koniec
30 kwietnia 2012
dodajdo

Komentarze

04 V 2012   19:53:36

coś mało czytacie,


w kwietniu...

04 V 2012   21:42:29

Tylko ciecie
tracą kwiecień
przy tomiszczu
lub gazecie

15 VI 2012   22:17:54

„Może to być do pewnego stopnia winą polskiego tłumacza, bo podejrzewam, że w oryginale wszystkie te długie zdania brzmią jaśniej i zgrabniej (po polsku np. czasem gubi się w nich podmiot)”.
A którego tłumacza, bo „Skrzydła gołębicy” tłumaczyło dwoje?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Przeczytaj to jeszcze raz: Morza południowe
Jacek Jaciubek

21 XII 2014

W Polsce po raz pierwszy ta przeznaczona dla dzieci powieść ukazała się w roku 1956. Przed kilkoma laty została przypomniana przez Naszą Księgarnię w niezmienionej, na całe szczęście!, szacie graficznej. W momencie jej opublikowania Erich Kästner miał już na koncie swą najsłynniejszą, jak się później okazało, powieść dla dzieci zatytułowaną "Emil i detektywi". Dla mnie będzie jednak na zawsze wyłącznie autorem "35 maja albo jak Konrad pojechał konno do mórz południowych".

więcej »

Życie córki słynnego pisarza
Jacek Jaciubek

20 XII 2014

Na powtarzane bez końca w wywiadach pytanie: „Dlaczego nigdy nie napisał pan niczego równie dobrego jak »Paragraf 22«?”, Joseph Heller zwykł odpowiadać: „A kto napisał?”. Córce pisarza również ta sztuka się nie udała.

więcej »

Mała Esensja: Gadającego kotka przygód kilka
Marcin Mroziuk

19 XII 2014

Ukazanie się audiobooka „Minuta Koguta” sprawi wiele radości nie tylko małym wielbicielom przygód Pettsona i Findusa, ale również ich rodzicom. Dzieci będą bowiem wreszcie mogły słuchać w kółko swoich ulubionych historii, a dorośli będą szczęśliwi, że w czytaniu na głos zastąpi ich Jerzy Stuhr.

więcej »

Polecamy

Wspomnienia

Kanon ze smoczej jaskini:

Wspomnienia
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część II
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część I
— Beatrycze Nowicka

Przeciwko nicości
— Beatrycze Nowicka

Nic specjalnego
— Beatrycze Nowicka

Magiczne USA
— Beatrycze Nowicka

Dobry i zły lord
— Beatrycze Nowicka

Rycerze i detektyw
— Beatrycze Nowicka

Dla nieco młodszych czytelników
— Beatrycze Nowicka

Zdecydowanie nie zachwyca
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Styczeń 2013
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Alicja Kuciel, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Z Larssonem przez Sztokholm
— Izabela Ozga

Nie o nas
— Anna Kańtoch

Ani chwili wytchnienia
— Michał Kubalski

Z tego cyklu

Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Sierpień 2014
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz

Lipiec 2014
— Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Jacek Jaciubek, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka

Czerwiec 2014
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Maj 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Kwiecień 2014
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka Szady

Marzec 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek

Luty 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Dama w czasach popkultury
— Daniel Markiewicz

Śmierć Świata Dysku?
— Magdalena Kubasiewicz

Magia odchodzi
— Agnieszka Szady

Milion naszych światów
— Magdalena Kubasiewicz

Przeczytaj to jeszcze raz: Oni żyją?
— Agnieszka Szady

Spryciarz z An… Londynu
— Magdalena Kubasiewicz

W każdym wieku
— Magdalena Kubasiewicz

Jak pokonać w sobie ulnika
— Agnieszka Szady

Świat to za mało
— Kamil Armacki

Powieść dla nieprzystosowanych
— Daniel Markiewicz

Tegoż autora

O misiu o całkiem dużym rozumku
— Miłosz Cybowski

„Grobowce Atuanu”, czyli dylematy nastolatki
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Magdalena Kubasiewicz, Agnieszka Hałas

Nikt nie będzie wypisywać, ile jesteś warta
— Joanna Kapica-Curzytek

Cierpienia chimerycznej histeryczki
— Miłosz Cybowski

Bliskie spotkania z rosyjskim „niedźwiedziem”
— Joanna Kapica-Curzytek

Jak dobrze wyglądać na łosiu, czyli bitwa w Śródziemiu
— Anna Kańtoch

Badania terenowe nad angielskim zachowaniem (nie wyłączając seksu)
— Joanna Kapica-Curzytek

Turban-wydmuszka
— Miłosz Cybowski

Smutny Madryt i nostalgiczne wspomnienia
— Joanna Kapica-Curzytek

Kiedy zaczął się człowiek?
— Daniel Markiewicz

Copyright © 2000-2014 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.