Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 22 listopada 2014
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Do księgarni marsz: Listopad 2014  –  Esensja

Kpina zwana parodią

Esensja.pl
Esensja.pl
Niedawno wydany trzeci tom „Achai” zamyka obszerną powieść Andrzeja Ziemiańskiego i pozwala na jej całościową ocenę. Niestety, mimo obiecującego początku, efekt końcowy zainteresować może tylko krytyka, przed którym staje konieczność odpowiedzi na pytanie: co właściwie poszło nie tak. A o reszcie można jak najszybciej zapomnieć.
‹Zapomniane perełki› - Klub Esensji, edycja druga

Andrzej Ziemiański
‹Achaja. Tom I›

EKSTRAKT:70%
TytułAchaja. Tom I
Data wydaniagrudzień 2002
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklAchaja
ISBN83-89011-06-0
Format622s. 125x195mm
Cena29,99
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj w
Zobacz w
To, co w trzech tomach „Achai” jest najciekawsze, nie mieści się zatem pomiędzy okładkami żadnego z nich. Losy bohaterów i ich realizowane z lepszym lub gorszym skutkiem plany ustępują z czasem miejsca zastanowieniu nad losami samej książki i planami autora. Planami, których rezultaty od pewnego momentu wydają się znacząco odbiegać od założonych. Pierwszy tom dawał nadzieję, że będzie inaczej, jednak nadzieja ta słabła z każdym rozdziałem tomu drugiego, a zwieńczenie serii nie przyniosło żadnej poprawy. Wręcz przeciwnie.
„Achaja”, wbrew pozorom, nie cierpi jednak na syndrom „Matriksa” – świetnej pierwszej części, po której nadeszły katastrofalne kontynuacje. Pierwszy „Matrix” może być z powodzeniem rozpatrywany jako samodzielna całość – pierwszy tom „Achai” już nie. Ponadto książka otwierająca cykl (a raczej powieść) Andrzeja Ziemiańskiego znacząco odbiega kompozycyjnie od swoich kontynuacji. I w tym chyba sedno sprawy.
Wydana w 2002 roku „Achaja, tom 1” była przyzwoitym (choć nieprzyzwoicie przereklamowanym) czytadłem, w którym klasyczne motywy prześladowanej księżniczki i pary łotrzyków Ziemiański opracował bardzo solidnie i z pewną dozą oryginalności, choć czerpiąc zarówno z naturalizmu Kresa, jak i postmodernizmu Sapkowskiego.
Jednak czytelnicze „warunki brzegowe” postawione przez „Achaję” dla wielu okazały się nie do przebrnięcia. Największe zastrzeżenia budziły dialogi i narracja prowadzone potocznym – w najgorszym znaczeniu tego słowa – językiem, niezapomniane onomatopeje („Yyyyyyyyyyyyeeeeeeeeeeeaaaaaaaaaaaaaaa!”) i nieprawdopodobieństwo niektórych sytuacji. Ostatni z tych zarzutów jest, przynajmniej w odniesieniu do pierwszego tomu, przesadny. Przyjemność czytania „Achai” nie polega ani na hiperrealizmie działań bohaterów, armii i wywiadów, ani na smakowaniu skumulowanych nieprawdopodobieństw, jednak w tej skali ląduje zdecydowanie bliżej drugiego krańca.
Jeżeli chodzi o styl Ziemiańskiego, to o ile jego koncepcja twórcza (w skrócie: piszemy tak, jak mówimy, elegancja języka służy do tworzenia fałszywego obrazu rzeczywistości) jest kompletnie chybiona – można ją jednak zaakceptować. Nie takie rzeczy w literaturze i sztuce już uchodziły. Choć, z drugiej strony, dobrze by było, gdyby „naturaliści” zaakceptowali to, że „rzeczywistości” nie da się przenieść w postaci czystej na jakiekolwiek medium. Bo tak przeniesiona rzeczywistość staje się sztuczna, wysilona, nieprawdziwa właśnie. I nie dlatego dialog Sapkowskiego zabrzmi prawdziwiej, że jest bardziej „realistyczny”. Wręcz przeciwnie – w adaptacji filmowej często stanie się (mimo starań aktorów) drewnianą deklamacją. On zabrzmi prawdziwiej, bo lepiej jest dostosowany do specyfiki swojego środka przekazu – jego się nie słucha, na niego się patrzy.

Andrzej Ziemiański
‹Achaja. Tom II›

EKSTRAKT:20%
TytułAchaja. Tom II
Data wydanialistopad 2003
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklAchaja
ISBN83-89011-33-6
Format558s. 125×195mm
Cena29,90
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj w
Zobacz w
W każdym razie, kto przejdzie przez ten próg – godząc się lub nie z sensem jego stosowania – ma wszelkie szanse, by pierwszy tom „Achai” przeczytać z przyjemnością. To jest właśnie „literatura środka”, za którą tęskniło wielu krytyków, upatrując w niej szansy na normalizację rodzimego rynku pisarskiego i wydawniczego. A potencjał „Achai” jest nawet większy – jak większość autorów starszego pokolenia, Ziemiański zdaje się nie mieć ochoty na zamknięcie w konwencji fantasy i (poprzez wątek czarownika Mereditha oraz budzącego jasne skojarzenia Wirusa) sugeruje, że zamierza wybiec poza schemat krainy „magii i miecza”. Powieść jest zręcznie rozbita na dwa wątki główne (Achai oraz Siriusa i Zaana) i jeden „rozwojowy” (Mereditha), a choć wiążą je póki co nici bardzo cienkie, nie tylko nie szkodzi to książce, ale również zaostrza apetyt na efekt ich połączenia.
Tymczasem w tomie drugim zamiast spodziewanego połączenia następuje zdominowanie fabuły przez Achaję. Mereditha jest jeszcze mniej niż poprzednio, a Sirius i Zaan pojawiają się niemal wyłącznie w krótkich interludiach (trudno je nazwać rozdziałami w porównaniu z kolubrynami poświęconymi Achai), a dodatkową cegiełkę dołożyła tu redakcja Fabryki Słów, wycinając większą część poświęconego tym postaciom ósmego rozdziału.
Zmiana proporcji wątków nie jest jednak najgorsza. Problem leży jak zwykle w wykonaniu, a właściwie w tym, że Ziemiański ewidentnie zaplanował sobie powieść bardzo długą (w „Achai” napisałby zapewne: „baaaardzo dłuuuugą”), a przygód Achai z drugiego i trzeciego tomu z trudem starczyłoby może na uczciwie napisane 3/4 tomu pierwszego. W rezultacie czytelnik pada ofiarą najgorszych praktyk rozwadniania tekstu. Ginie też zamierzony przez Ziemiańskiego „realizm”: nieprzyzwoicie długie przemowy i monologi wewnętrzne poświęcone miłości Achai do jej nowej ojczyzny, koleżanek i dwóch pijaków albo naturze zła, śmierci, Bogów i czego tam jeszcze, choć stosownie potoczne, nie przypominają już niczego, co można usłyszeć poza salą obrad komisji śledczych. Jeszcze bardziej drażni ciągłe powtarzanie tych samych sytuacji fabularnych z nieśmiertelnym „Żegnajcie koleżanki. Fajnie z wami było” powtarzanym w kolejnych oddziałach Achai przed każdym starciem, potyczką, a nawet inspekcją. Nic tu nie zmienia wyjaśnienie tajemnicy Ziemców, która po prawdzie żadną wielką tajemnicą nie była. Nic nie zmienia pojawienie się ludzi-kotów, wykorzystanych instrumentalnie – trochę żeby popchnąć fabułę do przodu, trochę żeby odplątać, co się wcześniej namotało i dać Achai nieco nowych możliwości. Zatem – środkowy tom trylogii, może dalej będzie lepiej? Niestety, nie.

Andrzej Ziemiański
‹Achaja. Tom III›

EKSTRAKT:20%
TytułAchaja. Tom III
Data wydania2 grudnia 2004
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklAchaja
ISBN83-89011-25-5
Format416s. 125×195mm
Cena28,99
Gatunekfantastyka
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 23,50 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj w
Zobacz w
Ale na pierwszy rzut oka można było mieć nadzieję, że jednak będzie. Większa czcionka, mniej stron – trzeci tom „Achai” mógł być treściwym zakończeniem zmazującym niesmak po poprzedniej części. Do stoczenia pozostała wojna z Luan i potężnym Zakonem, a więc całkiem spora porcja batalistyki. Jednak już starcie Achai z Virionem w tomie drugim pokazało, że nawet podczas walki o życie jest miejsce na długie przemowy i egzystencjalne rozważania. Pokazało też coś jeszcze – skłonność Andrzeja Ziemiańskiego do czegoś, co czytelnik bardziej elastyczny będzie może skłonny nazwać parodią, a co dla wszystkich innych będzie najzwyczajniejszą w świecie kpiną. Z czytelnika właśnie.
Otóż styl walki Achai z Virionem (gadaj, gadaj, gadaj; daj się pochlastać; posłuchaj głosu w głowie; zamknij oczy i rzuć się na przeciwnika z wysuniętym mieczem / daj się komuś kopnąć w tyłek) jest najwyraźniej typową formą starcia głównej bohaterki z szermierzem natchnionym. I wobec nadspodziewanej skuteczności tej techniki trudno już się dziwić bitwom wygrywanym przez naćpanego generała, którego oficerowie gryzą się po nogach. Trudno się dziwić potyczkom wygrywanym z podręcznikiem taktyki w ręku. Trudno się dziwić czemukolwiek.
Byłoby łatwiej docenić ironię autora przejawiającą się w tych rozwiązaniach, gdyby nie tło, w jakim są osadzone – owych dętych monologów i wyraźnych odautorskich sugestii, że oto czytamy książkę o Wielkiej Przemianie Świata. To, co jest, niestety, najbardziej przypomina „Hannibala” Thomasa Harrisa. Tylko że Harris zdawał się mówić – fascynuje was psychopata, który bez litości morduje i zjada ludzi? Kibicujecie mu skrycie, kiedy ucieka z więzienia? Świetnie. To ja wam teraz pokażę jego dzieciństwo i potwora, który na niego poluje, żebyście kibicowali mu jeszcze bardziej. A potem zabiorę was na jego kolację, na której danie główne będzie żywe. Fascynujcie się dalej.
Ziemiański zrobił to samo wobec tych, którym spodobało się lekko pretensjonalne czytadło z szybką akcją i umiarkowanym przejmowaniem się logiką. Postanowił sprawdzić, ile pretensjonalności i zwykłej bzdury jego czytelnicy zniosą, zanim nazwą rzecz po imieniu. Cóż, mam nadzieję, że ten eksperyment się nie uda. Bo to nie jest żadna parodia – to tylko kpina i zagubienie celu w tym, co się pisze.
I jedyne, co w „Achai” jest ciekawe, to sposób, w jaki powstała. Sposób, w jaki Andrzej Ziemiański przeszedł od dobrze skomponowanej, „szybkiej” powieści do przegadanego pustosłowia. Doprawdy, kto nie przeczyta, ten nie uwierzy, że tak można.
koniec
12 stycznia 2005
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Niedokończony projekt
Daniel Markiewicz

21 XI 2014

Z książką Witolda Rybczyńskiego jest pewien kłopot: w zasadzie można by ją rozpatrywać jako porażkę. Sęk w tym, że byłaby to jedna z piękniejszych porażek ostatnich lat.

więcej »

Żołnierz pustynią maszerował
Beatrycze Nowicka

20 XI 2014

W pierwszym tomie cyklu „Kampanie cienia” Django Wexler sprawnie prowadzi wątek militarny, całość doprawiając więcej niż szczyptą magii.

więcej »

To nie koniec historii
Joanna Kapica-Curzytek

19 XI 2014

Ostatni tom, wieńczący trylogię „Stulecie”, budzi chyba najwięcej emocji ze wszystkich trzech części, bo opisuje wydarzenia z bliskiej nam przeszłości. Ponad tysiąc stron czyta się jednym tchem, choć pod względem walorów literackich mogło być trochę lepiej.

więcej »

Polecamy

Wspomnienia

Kanon ze smoczej jaskini:

Wspomnienia
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część II
— Beatrycze Nowicka

Moja własna lista. Część I
— Beatrycze Nowicka

Przeciwko nicości
— Beatrycze Nowicka

Nic specjalnego
— Beatrycze Nowicka

Magiczne USA
— Beatrycze Nowicka

Dobry i zły lord
— Beatrycze Nowicka

Rycerze i detektyw
— Beatrycze Nowicka

Dla nieco młodszych czytelników
— Beatrycze Nowicka

Zdecydowanie nie zachwyca
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Baba z jeszcze większymi jajami
— Eryk Remiezowicz

Baba z jajami
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Znajdź Ziemców na obrazku
— Magdalena Kubasiewicz

Holmes’ Heroes
— Jakub Gałka

Ziemiański w oparach absurdu
— Michał Foerster

Popłuczyny po Zajdlu i Wnuku-Lipińskim
— Sebastian Chosiński

Czytając Breslau
— Michał R. Wiśniewski

Tegoż autora

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ktoś, kto wziął tu pieniądze, nie do końca się napracował…
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Bez zwierciadła
— Artur Chruściel

Palahniuk w kiepskim opakowaniu
— Artur Chruściel

Save the president, save the world
— Artur Chruściel

Science fiction
— Artur Chruściel

Dukaj napisał książkę dziwną
— Artur Chruściel, Michał Foerster, Anna Kańtoch, Krzysztof Wójcikiewicz

Najlepsze polskie opowiadania fantastyczne – suplement
— Artur Chruściel, Jakub Gałka, Michał Kubalski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Sztuka psucia książek według Cody’ego McFadyena
— Artur Chruściel

Klisze we krwi II: Nowa nadzieja
— Artur Chruściel

Copyright © 2000-2014 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.