Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 sierpnia 2016
w Esensjopedii w Esensji w Google

Baba z jajami

Esensja.pl
Esensja.pl
Przechodzimy tu do jednej z kilku najistotniejszych, moim zdaniem, zalet „Achai”. Otóż jest to ulubiony przeze mnie typ powieści, której autor ku czemuś zmierza, w związku z czym rozsiewa tropy i aluzje, sugerując, że nadchodzi zmiana. Wiemy, od samego początku, że przeznaczeniem Achai jest zatrząść posadami świata. Zaan z Siriusem niechcący zapoczątkowują Odrodzenie. Dotychczasowy układ polityczny, zaczyna się chwiać, pojawiają się pierwsze rysy, do których powstania przyczyniają się niejednokrotnie nasi bohaterowie. Dzieje się zatem wiele, a dziać się będzie jeszcze więcej, bo „Achaja” zdaje się być dopiero początkiem, pierwszym tomem dylogii.

Andrzej Ziemiański
‹Achaja. Tom I›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
10,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAchaja. Tom I
Data wydaniagrudzień 2002
Autor
Wydawca Fabryka Słów
CyklAchaja
ISBN83-89011-06-0
Format622s. 125x195mm
Cena29,99
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Nie cierpię przyznawać się do błędu. A muszę to teraz zrobić, bo napisana przez Andrzeja Ziemiańskiego „Achaja”, która swego czasu (dzięki lekturze jej fragmentu w „Science Fiction”) zdawała się być zbliżającą katastrofą polskiej fantasy, okazała się bardzo dobrą, wciągającą, zabawną i pasjonującą powieścią przygodową. Krew się, owszem, leje, seksu też nie zabraknie, ale wszystko to, z nielicznymi wyjątkami, znakomicie wpasowuje się w szalony galop wydarzeń. Cóż, jeszcze raz potwierdza się stara prawda, że książki należy czytać w całości, a zanęcające kawałki lepiej ignorować.
Fabuła składa się z trzech głównych wątków – po pierwsze, jest to historia Achai. Młode to dziewczę nie pragnęło od życia niczego specjalnego, ale los skazał ją na wielkość. Zaczyna się od tego, że zła macocha wrabia Achaję w służbę wojskową, a następnie załatwia jej ekspresowy transfer w niewolę. Tam nasza bohaterka przejdzie ciężką szkołę życia, zgodnie z prastarą łacińską zasadą per aspera ad astra. Szczegółowego opisu nieszczęść nie podaję, muszę jednak przyznać, że autor ma szczęście, że w paru momentach powieści nie znajdował się w moim pobliżu, bo… no, cóż książka naprawdę wciąga, a bohaterowie, mięsiści i krwiści, budzą w czytelniku żywe uczucia. „Achaja” nie pozostawia obojętnym, nieraz budzi wściekłość i rozczarowanie.
Często mamy jednak okazję, aby się serdecznie pośmiać – o to Andrzej Ziemiański zadbał w drugim, równoległym wątku Zaana i Siriusa. Połączenie jest zaiste wybuchowe – stary przechera, kuty na cztery nogi chytrus, znający wszystkie podłe sztuczki, jakie ludzkość zdołała obmyślić, przyłącza się do młodego awanturnika bez kompleksów i zasad, aby razem z nim podbić świat i uwiecznić swe imię na kartach historii. Obu nie obce są przekręty i awantury, aż w końcu wpadają na pomysł tak szalony, że musi się powieść. Ich losy najbardziej skrzą się chyba humorem i radością, bo chociaż nieraz grozi im zmielenie w trybach wielkiej polityki, to, w przeciwieństwie do Achai, nasi dwaj bohaterowie nie zostaną przeciągnięci pod kilem wszelkich upodleń tego świata.
Do tego dochodzi wątek trzeci – trudny do zaklasyfikowania opis przygód czarownika Mereditha. Otóż Andrzej Ziemiański wchodzi tu w obszary kojarzące się raczej z fantastyką naukową, pisze wywody dość ścisłe i zajmuje się sprawami kojarzącymi się z cyberpunkiem i metafizyką. Przygoda schodzi tu na drugi plan, nad czytelnikiem i nic nie podejrzewającymi bohaterami zaczyna rozciągać się bardzo nieprzyjemny cień. Bogowie postanowili coś zrobić, a ponieważ z definicji są to istoty mało zważające na los jednostek, zanosi się na przykrości – ogień i masową zagładę co najmniej.
Przechodzimy tu do jednej z kilku najistotniejszych, moim zdaniem, zalet „Achai”. Otóż jest to ulubiony przeze mnie typ powieści, której autor ku czemuś zmierza, w związku z czym rozsiewa tropy i aluzje, sugerując, że nadchodzi zmiana. Wiemy, od samego początku, że przeznaczeniem Achai jest zatrząść posadami świata. Zaan z Siriusem niechcący zapoczątkowują Odrodzenie. Dotychczasowy układ polityczny, zaczyna się chwiać, pojawiają się pierwsze rysy, do których powstania przyczyniają się niejednokrotnie nasi bohaterowie. Dzieje się zatem wiele, a dziać się będzie jeszcze więcej, bo „Achaja” zdaje się być dopiero początkiem, pierwszym tomem dylogii.
Wszystko to, o czym traktowała do tej pory ta recenzja – kreacja bohaterów i ukazanie ich wewnętrznych zmian, intrygi wielkich i przekręty małych, starcia w wielkiej i małej skali (jest nawet jedna strzelanina!), epidemie i tortury – miało szczęście trafić w ręce autora znającego swe rzemiosło. Andrzej Ziemiański umiał napisać tę powieść, wiedział, jak czytelnika rozwścieczyć, a jak rozbawić, wiedział, gdzie zagadkę rozwiązać, a gdzie zostawić przynętę na dalsze strony. Mówiąc krócej – to się po prostu świetnie czyta, to są trzy godziny wyrwane z życiorysu, to jest czas poświęcony wyłącznie na śledzenie losów Achai & Co. Wyczyn ten zasługuje tym bardziej na podziw, jeżeli uwzględni się, że w „Achai” nie stroni się od słownictwa wagi superciężkiej i scen mocno drastycznych. I w zasadzie przez całą powieść nie ma się wrażenia, że są to wtręty obce, rażące i zupełnie zbędne (są dwa – trzy wyjątki, ale, hej, „Achaja” to ponad sześćset stron!).
Polecam zatem „Achaję” gorąco, bo jest to jedna z najlepszych rozrywkowych powieści fantasy, jaką zdarzyło mi się ostatnio czytać.
koniec
15 kwietnia 2003
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

From Brasil with Love
Joanna Kapica-Curzytek

26 VIII 2016

„Xangô z Baker Street” to karkołomna popkulturowa mozaika w formie kryminału. Efekt jest zróżnicowany, ale warto przekonać się jak wygląda spotkanie legendarnej aktorki Sarah Bernhardt z fikcyjnym detektywem wszech czasów Sherlockiem Holmesem.

więcej »

Rycerski znów w Koziej Twierdzy
Magdalena Kubasiewicz

25 VIII 2016

Trylogia Błazna autorstwa Robin Hobb jest równie dobra, jak pozostałe książki jej autorstwa – „Złocisty Błazen” stanowi jednak najsłabszą część cyklu.

więcej »

Zapiski bezrobotnego
Marcin Mroziuk

24 VIII 2016

Niewątpliwie „Dziennik 1954” jest nie tylko interesującym źródłem wiedzy o warunkach życia w Warszawie krótko po śmierci Stalina, ale także ważnym elementem budowania przez Leopolda Tyrmanda własnej legendy pisarza niezłomnego.

więcej »

Polecamy

Zmęczenie materiału

Fantastyczne antologie:

Zmęczenie materiału
— Beatrycze Nowicka

Pewna ścieżka
— Beatrycze Nowicka

Przechadzka
— Beatrycze Nowicka

Między nadzieją a rozpaczą
— Beatrycze Nowicka

Względność wrażeń
— Beatrycze Nowicka

Rezonanse
— Beatrycze Nowicka

Ciężkie życie seks-zabawek
— Beatrycze Nowicka

Podróże – część druga
— Beatrycze Nowicka

Podróże – część pierwsza
— Beatrycze Nowicka

Zbiór Mandelbrota jako wyznanie wiary
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Kpina zwana parodią
— Artur Chruściel

Tegoż twórcy

Znajdź Ziemców na obrazku
— Magdalena Kubasiewicz

Holmes’ Heroes
— Jakub Gałka

Ziemiański w oparach absurdu
— Michał Foerster

Popłuczyny po Zajdlu i Wnuku-Lipińskim
— Sebastian Chosiński

Czytając Breslau
— Michał R. Wiśniewski

Kpina zwana parodią
— Artur Chruściel

Baba z jeszcze większymi jajami
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Kronika śmierci niezauważonej
— Eryk Remiezowicz

Zamknąć Królikarnię!
— Eryk Remiezowicz

Książka, która nie dotarła do nieba
— Eryk Remiezowicz

Historia żywa
— Eryk Remiezowicz

Na siłę
— Eryk Remiezowicz

Wpadnij do wikingów
— Eryk Remiezowicz

Gdzie korekta to skarb
— Eryk Remiezowicz

Anielski kryminał
— Eryk Remiezowicz

I po co ten pośpiech?
— Eryk Remiezowicz

Nie zawsze szczęście
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.