Magazyn Esensja - Paweł Nurzyński "Mam mnóstwo własnych pomysłów"

Magazyn ESENSJA nr 6 (XVIII)
czerwiec-lipiec 2002




poprzednia stronapowrót do indeksunastępna strona

Autor Paweł Nurzyński
  Mam mnóstwo własnych pomysłów

        Bogusław Polch

Bogusław Polch na WSK
Bogusław Polch na WSK
Esensja: Jest Pan pomysłodawcą komiksowego Wiedźmina. Czy może Pan powiedzieć, skąd wziął się pomysł na komiksową adaptację przygód tego bohatera?

Bogusław Polch: Natychmiast po przeczytaniu pierwszego opowiadania "Wiedźmin" - opowiadania, które przyszło na konkurs do "Fantastyki"- przekazałem informację Maćkowi Parowskiemu, że moim zdaniem jest to absolutny hit. Jako komiks i jako gotowy scenariusz do filmu. Maciek powiedział, że być może tak. Zacytował przy tym taką ciekawostkę, że w redakcji zdania się bardzo podzieliły. Tak bardzo, że były nawet głosy brzmiące na przykład tak: "Co to kur*a jest? Jakiś Wiedźmun, Wiedźmak, o czym to jest?" Że to jest w ogóle niedobre i precz z takim pomysłem. Ja byłem zdumiony, bo dla mnie to był absolutny hit, gotowy doszlifowany diament, czyli brylant. Faktem jest, że Andrzej Sapkowski rzeczywiście nie wygrał tym opowiadaniem. Tym niemniej ja pozostałem przy swoim zdaniu i wykłócałem się z niektórymi, bo uważałem, że ktoś, kto siedzi w redakcji takiego pisma jak "Nowa Fantastyka", powinien być bardziej otwarty na nowe prądy. Dzieliliśmy się swoimi zdaniami bardzo zdecydowanie, a po latach okazało się, że miałem rację i nie ukrywam, że jestem dumny, iż dorzuciłem cegiełkę do komiksowego projektu Wiedźmina.
Na początku były ilustracje do opowiadań zamieszczanych w "Nowej Fantastyce". Wiadomo było, że komiks możemy rysować, ale nie było z mojej strony najmniejszego polowania, piłowania tematu, robiłem wtedy co innego i tak myślałem sobie zupełnie spokojnie, że kiedyś tam. Raz Maciek Parowski z racji swojego miejsca zawodowego, siedząc w samym środku wydarzeń, stykając się z rozmaitymi wydawcami wielokrotnie im o tym mówił i w pewnym momencie coś zaiskrzyło na linii Prószyński a Parowski. Wydawca mówi: "Skoro mówicie, że z tego może być komiks, to zróbcie to". I wtedy zaczęły się schody. Bo jak się rzecz czyta w fazie przygotowawczej, to wszystko jest zupełnie jasne i wiemy, o co chodzi. Jak się temu bliżej przyjrzeć, bo trzeba rzecz finalizować, to się rodzi pytanie: jak ma wyglądać ten gość - anatomicznie, budowa, z twarzy - czy w ogóle chodzi w spodniach, a może w jakimś innym przebraniu, jak znany nam Conan. Byłem pewien, że to jest zupełnie jasne, chociaż jak zacząłem się nad tym zastanawiać, to problemy zaczęły się wręcz mnożyć. Ale nie to było najgorsze. Bo do tej części byłem zawodowo przygotowany: jestem w stanie narysować wszystko, dokładnie wszystko, tylko nie wszystko będzie się kalkulowało, bo może to zbyt drogo kosztować. Problem, który wstępnie mnie tak gnębił: jak go ubrać, został rozwiązany, po naradzie z Andrzejem przez telefon i wiedziałem, że to nie będzie koleś typu Conan z gołym torsem, czy ubrany jak, nikogo nie obrażając, Thorgal w spódniczkę. Wiadomo było, że będzie w skórach, bo Andrzej tak pisał. Trochę inaczej zrobiłem te skóry i elementy ozdobne, pewne moje rzeczy przeszły bez żadnych zmian, jak rękawice nabijane ćwiekami. W sumie po krótkim treningu byłem gotów z postacią i ze światem żeby wystartować, ale z drugiej strony okazało się, że scenariuszowo mamy jednak pewną
'Droga bez powrotu'
'Droga bez powrotu'
obsuwę. Obsuwa polegała na tym, że po rozszkicowaniu i po opatrzeniu tekstem miałem wrażenie, że czytam "Starą baśń", a chyba nie o to chodziło. Mocno mnie to zmieszało i zaczęliśmy z Maćkiem główkować, co tu zrobić, żeby znaleźć się rzeczywiście bliżej tego, o czym pisze Andrzej. Wtedy właśnie Maciek powiedział gdzieś na jakimś spotkaniu - tłumacząc dlaczego tak długo się przymierzamy i tak niemrawo nam to idzie - przepiękne zdanie: "Literatura to jest to, co się bardzo trudno rysuje." I to jest właśnie kwintesencja, tutaj Maciek zamknął w skrócie nasz problem. Sapkowski pisze w sposób rozlewny, szeroki, dialogi ma przepiękne, ale ci bohaterowie są strasznie gadatliwi, jak już zaczną gadać, to gadają cudownie, ja jestem zachwycony tym stylem, tylko że komiks to trochę inne medium i te pogaduszki trzeba było jakoś poskracać. W książce jest po kilka stron, na których faceci się przerzucają perełkami dowcipu, cynizmu, bądź różnymi takimi, ale, cholera, z czegoś trzeba zrezygnować. Bo w komiksie stanie się to potwornie nudne. I trzeba było znaleźć jakieś wyjście zastępcze. Znaleźliśmy je, ale ja jasno mówię - to nie jest literatura Sapkowskiego. To jest coś pośredniego, coś okaleczonego w sensie literackim, ale czemu z kolei przybywa inna warstwa - coś do oglądania. Zachowaliśmy niezbędne minimum z tych cudownych dialogów, jest jednak dużo skrótów. Są też miejsca, gdzie stawałem na głowie, żeby pogodzić nie tylko same dialogi, ale jeszcze głosy z zewnątrz, płynące z offu. Chodzi na przykład o scenę w karczmie, gdzie Borch rozmawia z Geraltem, a w tle jacyś faceci dyskutują o kocie, który tam miauczy, a ktoś narzeka na żonę. Te teksty są pisane specjalnie kursywą, żeby się odróżniały dla czytelnika nie znającego oryginału, że tam ktoś jeszcze w głębi coś mówi, my tego nie widzimy, ale gdzieś tam w tle słychać pijackie głosy.

Esensja: Karczemna wrzawa...

BP: Tak, jestem dumny z tego, że się udało zachować nastrój tej sceny. Przybyły również pijackie przyśpiewki Jaskra. Andrzej nie rozwijał tego akurat tematu, ale my z Maćkiem poczuliśmy potrzebę zilustrowania przyśpiewkami sceny, w której Renfri łazi po dachach, a w dole pijacy śpiewają. Zadzwoniliśmy do Andrzeja i jak sypnął, to dostaliśmy ze dwadzieścia tych przyśpiewek - co jedna to lepsza, wszystkie niestety niecenzuralne. Maciek musiał je mocno przerabiać, żeby one jednak były cenzuralne. Niestety nie wszędzie się dało i parę tekstów przepadło.

Esensja: Czy trudno było wyobrazić sobie wygląd Geralta? Czym innym jest przecież opis książkowy, a czym innym wizerunek graficzny.

'Zdrada'
'Zdrada'
BP: Porozumiałem się z autorem, żeby się dowiedzieć, kogo ma Geralt przypominać. Lecz Andrzej na ten temat był dziwnie milczący, nie chciał się na nic zdecydować, nie podpowiedział mi, mówił, że on to pisze i nie widzi tego, a zresztą to wcale nie jest dla niego ważne. Jak ma się Geralt zachowywać to wiemy, bo przecież czytamy, ale jak będzie wyglądał, to Andrzej zostawił mnie. Więc wykonałem szereg podejść i znalazłem twarz człowieka, który pasował do tego, o czym pisał Andrzej: a wiec twarz surowa, sucha, pociągła, sterana życiem, jak on zaznaczył w paru miejscach, dodałem od siebie wory pod oczami - "podkowy", jak nazywają je niektórzy. "Podkowy" wynikły stąd, że skoro Geralt miał wykonywane na oczach jakieś zabiegi, a wiemy, że miał, jak wszyscy wiedźmini, to ich konsekwencją mogło być właśnie coś takiego. Co z kolei dobrze robi urodzie mężczyzny drapieżnego i jednocześnie zamyślonego, choć nie ma o nich ani słowa w całej twórczości Andrzeja Sapkowskiego. Ani jednego słowa. To jest mój pomysł i z tego wynikły wszystkie rzeczy, które się z nim wiążą - rozpowszechnianie go dalej, zrobienie castingu do filmu i zrobienie postaci, która z twarzy tak przypomina Geralta, że jak tylko zaczęła się wrzawa na temat obsady tej roli, to stwierdziłem, że to jest bardzo dobry pomysł, ponieważ Żebrowski jest tak podobny, że ja jestem zachwycony. Jest tak bliski temu, co narysowałem, że ja uważam że jest OK. Przecież aktorowi na planie jeszcze podkreślono naturalnie istniejące elementy anatomiczne i zostało to wyeksponowane zupełnie jak w moim komiksie.
Poza tym spojrzenie spode łba. Andrzej nigdzie i nigdy nie napisał, że Geralt patrzył spode łba. To dla mnie osobiście stało się jasne, że wszyscy, nazwijmy to fighterzy, wojownicy, nawet współcześni sportowcy - bokserzy, karatecy - ci ludzie odruchowo cofają szczękę ku sobie, żeby się nie nadziać, przez co pochylają głowę. Więc jak się wpatrzyłem w mój projekt, to pomyślałem, że czegoś jeszcze brakuje. Jak jeszcze skupiłem oczy głębiej pod łukami brwiowymi, to okazało się, że osiągnąłem spojrzenie faceta zimnego, zdecydowanego, głęboko osadzone oczy - tak powinien wyglądać fighter. I okazało się, że odbiorcy to przyjęli. A mam wrażenie, że "jedyny, słuszny wizerunek Wiedźmina", którego tak broniono, to chyba jest właśnie ten, bo przecież innego nie było, poza opisem Andrzeja. A wizerunek i opis, to dwie różne rzeczy. Można mówić o literackim opisie wizerunku, ale to, co jest opisane, to jeszcze nie jest wizerunek. Wizerunek powstaje w momencie przerobienia tego na rysunek sensu stricte, dlatego ja uważam, że jestem właścicielem tego wizerunku i wara wszystkim, którzy chcą go eksploatować .Niech sobie sami narysują, niech sobie sami zrobią.
A skoro tak, to dlaczego ten filmowy Geralt jest tak diabelnie, dramatycznie podobny, dlaczego się tak szczerzy, przecież u Andrzeja nie ma takiego opisu, że Geralt się szczerzy właśnie w ten sposób. AS napisał tylko w pewnym momencie: "jaką mam paskudną twarz, jak ja paskudnie mrużę oczy". I to jest jedyny fragment, z którym dałoby się powiązać moją koncepcję, z tym, że "paskudne mrużenie oczu" to jest kwestia oceny. W kilku miejscach wygląda rzeczywiście dość dramatycznie - mam na myśli ilustracje do książki. W scenie, w której Geralt walczy ze swoim sobowtórem, mógł się sobie dobrze przyjrzeć i rzeczywiście tam jest, powiedziałbym, relatywnie brzydki, bo generalnie, mimo tych wszystkich nieprzyjemnych cech, jakie ma,
'Geralt'
'Geralt'
na pewno nie jest brzydki jako mężczyzna. Natomiast gdy Geralt był pod wrażeniem swojej brzydoty, to ja musiałem to zrobić dość dosłownie, to znaczy - nikt mnie nie zmuszał, ale chciałem być jak najbliżej myśli autora i stąd wyszedł tak jak w tej książce. Tamże pojawiła się słynna szrama na policzku, o której to szramie Andrzej napisał tylko tyle, że jak bruxa się o niego otarła, to poczuł coś na policzku, ale nie napisał nigdzie, na którym policzku. Do tego jest napisane, że po walce dotknął twarzy i poczuł pręgi, ale nie jest napisane, którą ręką dotknął i którego policzka. Skoro ja zrobiłem na lewym, to uważam, że filmowcy powinni zrobić wszystko, żeby u nich nie było na lewym, bo inaczej będzie to po prostu mój trop. Skoro autor nie daje sygnału, to powinni, wiedząc, że istnieje komiks i książka, bo przecież z książki korzystali - w książce były ilustracje - zrobić wszystko, by ta szrama u nich była z drugiej strony; dla mnie to jest zupełnie naturalne. Moich zarzutów jest znacznie więcej, teraz mówię o przypadku podstawowym, o samym wizerunku Geralta. Nie będę się wdawał w szczegóły, nie chcę, żeby mój przeciwnik - filmowy zespół Vision - wiedział zbyt wiele. Na razie zostawmy sprawę prawnikom. A przeciwnik nie jest byle kim i nie wolno go lekceważyć. Zwłaszcza, że jest zdesperowany i ma na koncie inne wpadki - od dawna toczy się w sądzie sprawa o znak Heritage. Vision używał tego znaku bez zgody twórcy plastyka i sąd niedawno przyznał, że znak pokazywany był bezprawnie, a autor chce ni mniej ni więcej, tylko zablokowania wszystkich filmów ze znakiem Heritage i miliona złotych odszkodowania. Ja uważam, że słusznie. Teraz będą mieli również ze mną do czynienia, bo nie można dopuścić do kradzieży własności intelektualnej. Bo to jest ewidentna kradzież. Plagiat jest po prostu kradzieżą.

Esensja: Czy Andrzej Sapkowski mógł w przypadku Wiedźmina i innych postaci dawać sugestie, podpowiadać, może żądał zmian?

BP: Był jeden jedyny przypadek, kiedy się na nas - na mnie i na Maćka - wydarł, a właściwie tylko na Maćka, bo Maciek źle odczytał opis pewnej sytuacji, a ja zrobiłem ją zgodnie z jego scenariuszową sugestią. Andrzej nas potem obsobaczył, bo chodziło o to, że Maciek źle rozpoznał trans, w którym była Renfrii i źle zrozumiał jej zachowanie. To był jedyny przypadek, kiedy zmieniliśmy rysunek. A jest to niczym, jeśli spojrzeć na ogromną ilość materiału, który w sumie przerobiliśmy. Jest dla mnie do dzisiaj zdumiewające, jak wiele naszej pracy zostało docenione i tak spokojnie przez Andrzeja przyjęte, i myślę, że to była po prostu dobra robota. A konkretnie chodzi o scenę, w której Renfri płakała. Łzy płynęły jej z oczu, ale Andrzej powiedział: "Uwaga, to nie jest mazgaj, to nie jest mazepa" i tę scenę poprawiliśmy; Renfri jest w transie, ale usunąłem łzy. A poza tą jedną sytuacją nie przypominam żadnej innej, gdzie musiałbym coś poprawić po sygnale od Andrzeja, że coś jest nie tak. Zresztą dopiero po latach dowiedziałem się od niego, że miał na myśli Richerda Gere jako twarz wiedźmina. Więc zapytałem się go: "Andrzej, dlaczego tyś mi o tym wcześniej nie powiedział?", a on ani nie potwierdził ani nie zaprzeczył, ale później w jednym z wywiadów powiedział właśnie o twarzy Richarda Gere i dodał szybko, że żartował. Więc ja do tej pory nie wiem, czy to jest prawda, czy nie. Wtedy, podczas rozmowy, odniosłem wrażenie, że tak myślał.
Z kolei uwagi pozytywne mam w wielu książkach. Jak sobie wzajemnie książki dedykowaliśmy, to Andrzej pisał, cytuję: "Boguś, Twoje okładki na moich książkach to jest właśnie to, tak trzymać". Raz zdarzyła się rzecz niesamowita i fenomenalna, bo do okładki z Jeźdźcem...

'Wiedźmin' #1
'Wiedźmin' #1
Esensja: ..."Czas Pogardy"...

BP: Właśnie, z nią wiąże się ciekawa sytuacja. Otóż narysowałem tego dziwacznego jeźdźca i proszę sobie wyobrazić, że Andrzej go zaakceptował i dopisał w kilku kolejnych zdaniach opis tego jeźdźca, wcale nie ukrywając, że to jest moja sugestia. I to mnie zachwyciło, byłem zaskoczony, że spotkała mnie taka satysfakcja, że on specjalnie dopisał ten fragment. Natomiast, żeby nie było aż tak różowo i cudownie, zdarzało się również, że Andrzej czasem nie przyjmował moich projektów okładek, na przykład do tomu z łuczniczką na okładce, pozwoliłem sobie zażartować. Jak dziewczyna napina łuk w tej swojej rozłożystej pozie, to obok, po lewej, narysowałem małego smoka zionącego ogniem, a strzała wystrzelona z łuku paliła się. To była taka sugestia, że ona używa tego smoka jako zapalniczki do strzał. No i szczerze mówiąc Andrzej się wściekł i nawrzeszczał na mnie, że on nie kupuje tego rozwiązania. Ja wtedy powiedziałem, że nie ma problemu, usunąłem smoka, wygasiłem strzałę i było OK. On ma coś nie tak ze smokami. Darzy je szczególnym szacunkiem.

Esensja: Ale do ostatniego tomu okładkę narysował ktoś inny....

BP: W międzyczasie był przypadek ostatniego tomu, "Pani Jeziora", do którego zrobiłem projekt. Nie wiem, co tam zaiskrzyło na linii z wydawcą, ale tam jest jakaś ściema bardzo nieprzyjemna. Z tego również powodu zakończyłem współpracę z wydawnictwem Supernowa, mimo różnych prób i manewrów, żebym dalej z nimi współpracował. Ale w momencie, gdy pracowałem z autorem i wybraliśmy któryś z wariantów okładki, to w tym czasie ktoś wykonał jeszcze inny projekt, a Andrzej ponoć gdzieś na jakimś konwencie klepnął ten "obcy" wariant. Zadzwoniłem wtedy do Andrzeja i powiedziałem mu, że mogę zrobić jeszcze inny projekt, ale w międzyczasie wydawca zdecydował, że on już projekt okładki ma i poszło. Ja poczułem się potraktowany nie fair, ponieważ robiłem okładki do całej serii i fajnie byłoby zacząć i skończyć serię w tym samym stylu. Ale tu wydawca zawiódł zupełnie moim zdaniem, bo jednak wziął tamtą okładkę. Mógłbym złośliwie powiedzieć sto brzydkich słów i udowodnić totalne niezrozumienie kompozycji, niezrozumienie sensu znaku graficznego, skrótu, pokraczność tego wszystkiego, ale wyszedłem z tego, machnąłem na to ręką i nie interesuje mnie ta sprawa. Wiem tylko, że te okładki nie spodobały się jeszcze kilku innym autorom - między innymi Andrzejowi Wolskiemu, który również zakończył współpracę z tym wydawnictwem.

ciąg dalszy na następnej stronie

poprzednia stronapowrót do indeksunastępna strona

123
powrót do początku
 
Magazyn ESENSJAhttp://www.esensja.pl
redakcja@esensja.pl }

(c) by magazyn ESENSJA. Wszelkie prawa zastrzeżone
Rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie tylko za pozwoleniem.