Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 24 maja 2015
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Jak Skaldowie podbijali Niemcy

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdyby sporządzić listę najwybitniejszych polskich płyt progresywnych, na pewno nie zabrakłoby na niej longplaya Skaldów „Krywań, Krywań”. Mimo że od jego nagrania minęło już 40 lat, zawarta na nim muzyka wcale się nie zestarzała. Można się o tym przekonać, słuchając również alternatywnej wersji tej legendarnej płyty, ułożonej z utworów zrealizowanych w latach 1971-1973 dla radia wschodnioniemieckiego.

Skaldowie
‹Krywań Sessions 1971-1973›

EKSTRAKT:80%
TytułKrywań Sessions 1971-1973
Wykonawca / KompozytorSkaldowie
Data wydania2012
NośnikCD
Czas trwania37:54
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Krywań, Krywań [Krywaniu, Krywaniu]19:54
2) Juhas zmarł [Der Hirtenjunge ist gestorben]4:28
3) Noch liebe ich [Jeszcze kocham] 2:41
4) Heidelbeeren [Gdzie mam ciebie szukać]5:28
5) Fioletowa dama [Mädchen in Violett]5:14
Lata 70. ubiegłego wieku to okres największej popularności Skaldów – zespołu, który z równym powodzeniem wykonywał wpadające w ucho nieskomplikowane, choć urzekające melodyjnością, przeboje pop-rockowe (jak chociażby „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, „Cała jesteś w skowronkach”, „Medytacje wiejskiego listonosza”), jak i tworzył rozbudowane, wieloczęściowe kompozycje wpisujące się w kanon rocka progresywnego. Dzięki jednym i drugim krakowska grupa zdobyła rozgłos nie tylko w Polsce, ale również poza jej granicami. Szczególną estymą, poza ojczyzną, cieszyła się u naszych ówczesnych wschodnich i zachodnich sąsiadów, czyli w Związku Radzieckim i Niemieckiej Republice Demokratycznej, gdzie nie tylko często koncertowała, ale również nagrywała i wydawała płyty. W maju 1972 roku w Sali Koncertowej warszawskiej Filharmonii Narodowej zespół zarejestrował swoje najambitniejsze i bezsprzecznie najwartościowsze artystycznie dzieło – wydany wiosną roku następnego album „Krywań, Krywań”. Zawierał on pięć utworów. Stronę A longplaya wypełniał trwający niemal 18 minut kawałek (prawie) tytułowy („Krywaniu, Krywaniu”), na odwrocie natomiast znalazły się trzy piosenki („Juhas zmarł”, „Jeszcze kocham”, „Gdzie mam ciebie szukać”) oraz jedna kompozycja instrumentalna („Fioletowa dama”).
W tym samym mniej więcej czasie Skaldowie odbyli też podróże do Berlina Wschodniego, gdzie – najpierw w listopadzie 1971, a następnie w kwietniu 1973 roku – nagrali na potrzeby radia enerdowskiego nieco odmienne wersje wszystkich kawałków, które znalazły się na krążku „Krywań, Krywań”. Trzy z nich ukazały się później na bardzo popularnych w NRD składankach „Hallo” (jeden – „Gdzie mam ciebie szukać” – nawet w dwóch odsłonach: studyjnej oraz koncertowej); dwa pozostałe trafiły do archiwum. Po 40 latach do wspomnianych powyżej nagrań zespołu (a konkretnie: do ich taśm-matek) udało się dotrzeć właścicielom wytwórni Kameleon Records, którzy – po obowiązkowym remasteringu – ułożyli z nich alternatywną wersję „Krywania…”. Zdecydowano się przy tym na zachowanie oryginalnego układu utworów, co sprawiło, że z jednej strony mamy do czynienia z dziełem, zdawałoby się, doskonale znanym, z drugiej jednak – w kilku miejscach zdecydowanie zaskakującym. Choć może nie do końca. Przynajmniej dla tych, którzy 14 lat temu zaopatrzyli się w opublikowany nakładem Wydawnictwa 21 kompakt „Krywań – Out of Poland” (zawierający również wersje zrealizowane w 1972 roku dla radzieckiej Melodii i wydane na płycie „Skaldy”).
Kompozycja tytułowa w wersji wschodnioniemieckiej jest o dwie minuty dłuższa od tej, która trafiła na longplay Polskich Nagrań (ale też o ponad dwie minuty krótsza od wersji radzieckiej). Lecz nie tylko na tym polega jej wartość. Nagrano ją podczas drugiej wizyty w Berlinie Wschodnim, a więc ponad rok po sesji w Filharmonii Narodowej; w tym czasie Skaldowie wykonywali „Krywaniu, Krywaniu” podczas koncertów, mieli więc sporo czasu, aby kawałek ten „ograć” – nie tyle nawet w znaczeniu „popracować nad nim”, co… pobawić się, wymyślając coraz to nowe improwizacje. I to wyraźnie słychać. Utwór brzmi, co prawda, nieco surowiej niż w oryginale, ale za to nie brakuje mu dynamiki, zagrany jest z ogromnym kopem, a jego warstwa instrumentalna – z pełnymi nawiązań do klasyki organowymi pasażami Andrzeja Zielińskiego, z folkową solówką na skrzypcach Jacka Zielińskiego, z przesterowaną gitarą Jerzego Tarsińskiego w tle – zachwyca nieustannie po dziś dzień. Nie można mieć wątpliwości, że sesja (a raczej: sesje) w radiu berlińskim musiała(y) sprawiać krakowianom ogromną frajdę. Ostrzej zagrany jest także „Juhas zmarł”, w czym wielka zasługa sekcji rytmicznej, bas Konrada Ratyńskiego brzmi tu jak w rasowym numerze hardrockowym; całość równoważą jednak partie Jacka Zielińskiego – jego „góralski” śpiew i jazzowe solo na trąbce.
Monumentalne, zwłaszcza w warstwie wokalnej, „Jeszcze kocham” znalazło się tutaj w wersji niemieckojęzycznej jako „Noch liebe ich”. W języku Goethego i Schillera Zieliński zaśpiewał również „Gdzie mam ciebie szukać”, które z tej okazji przechrzczono na „Heidelbeeren”. Owszem, był to z jednej strony ukłon w stronę słuchaczy z NRD, ale też – nie ukrywajmy – sygnał dla Niemców z Republiki Federalnej. Na którego efekty nie trzeba było zresztą długo czekać. W lutym 1974 roku Skaldów zaproszono na koncert w zachodnioniemieckiej rozgłośni radiowej Westdeutscher Rundfunk (WDR) w Kolonii (został on opublikowany przez Kameleon Records na albumie „Live in Germany 1974”), trzy miesiące później natomiast na jej zamówienie grupa nagrała 14-minutową suitę „Zimowa bajka” (o niej jednak przy innej okazji). Nagrania niemieckojęzyczne od strony językowej nie zachwycają – Jacek Zieliński śpiewa niepewnie, nienaturalnie akcentując wyrazy (co można i zrozumieć, i wybaczyć) – ale muzycznie to prawdziwe mistrzostwo. Zaskakuje zwłaszcza „Heidelbeeren”, w którym na plan pierwszy wysuwa się – nie po raz pierwszy zresztą – gitara Tarsińskiego. Instrumentalna „Fioletowa dama”, którą to kompozycję na przestrzeni lat Skaldowie przerabiali parokrotnie, tutaj najbliższa jest stylistyce fusion, o czym decyduje przede wszystkim brzmienie organów Hammonda i mocno zaprawione jazzem solówki gitary i skrzypiec (jakby młodszy z braci Zielińskich nasłuchał się Michała Urbaniaka). Podsumowując: dla fanów zespołu – lektura obowiązkowa.
koniec
29 stycznia 2013
Skład:
  • Andrzej Zieliński – organy Hammonda, fortepian, śpiew
  • Jacek Zieliński – śpiew, skrzypce, trąbka, instrumenty perkusyjne
  • Jerzy Tarsiński – gitara
  • Konrad Ratyński – gitara basowa, śpiew
  • Jan Budziaszek – perkusja
dodajdo

Komentarze

30 I 2013   15:55:15

Cóż nic dodać nic ująć, tylko nabyć ‹Krywań Sessions 1971-1973›. Kochajmy Skaldów.

04 II 2013   22:21:47

Znakomita płyta, gorąco polecam.

Ale jeśli chodzi o ambicje i artyzm, to moim zdaniem "Od wschodu do zachodu słońca" i zwłaszcza "Stworzenia świata część 2" niczym nie ustępują "Krywaniowi". A ta druga nawet go przerasta.

17 II 2013   22:51:30

w połowie lat siemdziesiątych były prezentowane w polskim radiu (trójka)nagrania studyjne z radia w Kolonii.Nagrałem na magnetofon utwór "Aż do gwiazd " -rozbudowaną znakomicie wersję "Srebrnego masztu" Niestety, mimo poszukiwań przez lata nie udało mi się do nich dotrzeć.Podobno taśmy zaginęły...może ktoś wie...

02 IV 2013   18:10:02

@dudi

A posłuchałeś już "Live in Germany 1974"? Może o te nagrania chodzi...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Cienie bohaterskich przodków
Sebastian Chosiński

21 V 2015

Konflikt rosyjsko-ukraiński nie toczy się jedynie na płaszczyznach politycznej i militarnej; angażują się bowiem w niego również ludzi kultury – także ze świata rocka. Lwowska formacja Paganland to jedna z najbardziej znanych w świecie grup ukraińskich łączących w swojej twórczości black metal z folkiem, a w warstwie tekstowej – pochwałę pogaństwa z treściami patriotycznymi. Najlepszym na to dowodem nowy album muzyków – „Fatherland”.

więcej »

Pośród lasów i bezdroży pogańskiej Rusi
Sebastian Chosiński

19 V 2015

Dwa lata musieli czekać wielbiciele rosyjskiej formacji folkowo-metalowej Смута (Smuta) na nowy album swoich ulubieńców. Następca bardzo udanego krążka „На север” („Na północ”) ukazał się w marcu 2015 roku, a muzycy nadali mu tytuł „Путь” („Droga”). Porównując go z poprzednikiem, można odnieść wrażenie, że więcej na nim elementów death metalu, chociaż i partii charakterystycznych dla folkloru rosyjskiego wciąż nie brakuje.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: O śmierci… śmierci… i jeszcze raz śmierci
Sebastian Chosiński

14 V 2015

Istnieją zaledwie od dwóch lat i zdążyli w tym czasie wydać już dwie płyty, które przypadły do gustu wielbicielom doom metalu i stoner rocka. Wpisali się tym samym w skandynawski krajobraz, w którym podobna muzyka obecna jest – i cieszy się sporą popularnością – od lat. O kim mowa? O triu Monolord, które przed paroma tygodniami oddało pod osąd słuchaczy album zatytułowany „Vænir”.

więcej »

Polecamy

O śmierci… śmierci… i jeszcze raz śmierci

Tu miejsce na labirynt…:

O śmierci… śmierci… i jeszcze raz śmierci
— Sebastian Chosiński

Górnik na tropie katastrofy tunguskiej
— Sebastian Chosiński

Nostalgia pod wulkanem
— Sebastian Chosiński

Bój się Goblina! Ale go nie unikaj
— Sebastian Chosiński

Nawet jeśli rzeczywistość nie istnieje, John Zorn ma się dobrze
— Sebastian Chosiński

Nasze dni są już policzone!
— Sebastian Chosiński

Szeroko otwarte drzwi percepcji
— Sebastian Chosiński

W zgiełku, w chaosie, na trzech kontynentach
— Sebastian Chosiński

Jak z Niszu, to muzyka niszowa
— Sebastian Chosiński

Światłość, która przenika przez mrok
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000-2015 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.