Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 23 grudnia 2014
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Zemsta, która sprawia rozkosz

Esensja.pl
Esensja.pl
Na swoim szóstym studyjnym albumie grupa Bushman’s Revenge wyjątkowo poszerzyła swój skład z tria do kwartetu. Muzykiem zaproszonym jako gość do udziału w nagraniu „Thou Shalt Boogie!” został klawiszowiec David Wallumrød, który w wydatny sposób wpłynął na wzbogacenie brzmienia. Utwory, w których rozbrzmiewają jego organy Hammonda, należą do najbardziej porywających.

Bushman’s Revenge
‹Thou Shalt Boogie!›

EKSTRAKT:80%
TytułThou Shalt Boogie!
Wykonawca / KompozytorBushman’s Revenge
Data wydania22 listopada 2013
NośnikCD
Czas trwania43:38
Gatunekjazz, rock
EAN7033662021512
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Kup wInBook.pl: 63,81 zł
Wyszukaj w
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) I Am an Astronaut03:54
2) Baklengs Inn i Fuglekassa17:16
3) Waltz Me Baby, Waltz Me All Night Long05:58
4) Kugeln und Kraut14:25
5) Hurra for Mamma02:06
Zacznijmy od krótkiego przypomnienia (bo przecież mieliśmy już okazję pisać w ubiegłym roku o tym zespole): Bushman’s Revenge powstała w 2003 roku w Oslo. Od początku istnienia grupę tworzy trzech muzyków: gitarzysta Even Helte Hermansen, basista – bądź, jeśli istnieje taka potrzeba, kontrabasista – Rune Nergaard oraz perkusista Gard Nilssen. Pierwszy album nagrali cztery lata po powstaniu (dla firmy Jazzaway), później związali się z renomowaną wytwórnią Rune Grammofon, pod skrzydłami której pozostają do dzisiaj. W tym czasie (od 2009 roku) wydali dla niej jeden krążek koncertowy i pięć studyjnych, w tym także ten najnowszy, zatytułowany „Thou Shalt Boogie!”. Sesja nagraniowa odbyła się w legendarnym, liczącym już sobie trzy dekady studiu Athletic Sound w Halden w czerwcu ubiegłego roku, a jej efekty zostały upublicznione w listopadzie. Niektóre z nowych kompozycji fani poznali jednak wcześniej, podczas koncertów, spośród których najbardziej prestiżowy był występ na corocznym – odbywającym się od pół wieku – festiwalu jazzowym w Kongsberg. Na scenie zespołowi towarzyszył tam klawiszowiec David Wallumrød, który wziął udział w realizacji albumu. I nie był to jedynie klasyczny występ gościnny, ograniczający się do zagrania kilku dźwięków w jednym czy dwóch kawałkach. Wallumrød – niezwykle doświadczony muzyk sesyjny (choć nie tylko) – odcisnął na „Thou Shalt Boogie!” silne piętno. Z czego wielbiciele Bushman’s Revenge powinni być zresztą bardzo zadowoleni.
To nie jest długa płyta, trwa zaledwie czterdzieści kilka minut. Ale Norwegowie zdążyli nas już przyzwyczaić do tego, że nie należą do muzyków, którzy maksymalnie zapełniają powierzchnię nośnika. Stawiają bowiem na jakość, a nie na ilość, czego nie można powiedzieć o wielu innych kapelach o proweniencji progresywno-rockowej (jak chociażby Dream Theater, Transatlantic czy The Flower Kings). Poza tym zwykli, jak artyści przed trzydziestu laty (i wcześniej), publikować swoje albumy również w wersjach winylowych, co w pewnym sensie wymusza na nich ograniczenia czasowe. Na „Thou Shalt Boogie!” trafiło więc zaledwie pięć kompozycji, w tym dwie kilkunastominutowe, które tym samym zdecydowanie dominują nad pozostałymi i wpływają wydatnie na ocenę całej produkcji. A ta – musi być wysoka. Nie dlatego, że pod nagraniami podpisali się panowie z Bushman’s Revenge (plus David Wallumrød), ale z najbardziej oczywistego powodu – bo to zwyczajnie jest świetny koncepcyjny, choć w pełni instrumentalny, album. Że takowe też mogą powstawać, udowodnili już ponad czterdzieści lat temu Włosi z Planetarium, nagrywając bliską ideałowi płytę „Infinity”.
Zaczyna się „Thou Shalt Boogie!” od czterominutowego „I Am an Astronaut”, w którym za pierwsze dźwięki odpowiada Wallumrød. Słuchając jego organów, przez krótką chwilę można mieć nawet wrażenie, że to początek jakiegoś utworu o charakterze sakralnym. Lecz nic bardziej mylnego! Kiedy bowiem dochodzą pozostałe instrumenty, numer ten przeistacza się w niemal rasowy space-rock (stąd pewnie jego tytuł); ton nadają mu zaś potężnie brzmiąca perkusja, kosmiczne pasaże syntezatora oraz bardzo progresywna gitara. Po powrocie z orbity zostajemy poczęstowani pierwszym z dań głównych – najdłuższą na całym krążku kompozycją „Baklengs Inn i Fuglekassa”. Otwiera ją ponownie partia klawiszy, które obecne są tutaj praktycznie przez cały czas, choć w dalszej części głównie już na drugim planie. Numer utrzymany jest w wolnym tempie, ale to wcale nie oznacza, że niewiele się w nim dzieje. Wręcz przeciwnie – muzycy dbają o zmiany klimatu, nie brakuje w nim też zresztą wolt stylistycznych. Słyszymy zatem bluesrockową sekcję rytmiczną, przed którą wybija się gitara – raz zabierająca nas w świat post-rocka (w podróży tej towarzyszą jej instrumenty klawiszowe), to znów w krainę fusion (jazzowo-folkowe, nieco nawet taneczne, jest zwłaszcza solo na gitarze). Z tym wszystkim kontrastują natomiast smakowicie brzmiące organy Hammonda, które z miejsca przywodzą na myśl progresywną psychodelię rodem z lat 70. ubiegłego wieku. W drugiej części utworu robi się bardziej eksperymentalnie – Even Helte Hermansen sięga po przetworniki gitarowe, a Gard Nilssen przypomina, jak cudowne dźwięki można wyczarować na wibrafonie.
Fraza „Waltz Me Baby, Waltz Me All Night Long”, stanowiąca tytuł trzeciego utworu na płycie, może sugerować, że mamy do czynienia z typową „pościelówą”. I w pewnym sensie tak właśnie jest. Pierwsze minuty znaczone są spokojnym, niemal smoothjazzowym rytmem i delikatnymi barwami wyczarowywanymi przez gitarę, lecz z czasem kompozycja nabiera rozmachu i przeistacza się we wspaniały jazzujący rock progresywny – z kolejnym apetycznym pasażem organowym i partią solową Hermansena w stylu Steve’a Hacketta z czasów Genesis. Całkowitą odmianę nastroju przynosi z kolei „Kugeln und Kraut” – kawałek pełen psychodelicznego szaleństwa, którego nie powstydziliby się klasycy krautrocka, jak chociażby Guru Guru, Amon Düül, Xhol Caravan czy Can, którzy – podobnie jak Norwegowie – nie mieli oporów przed łączeniem muzyki progresywnej z jazzem awangardowym spod znaku Sun Ra czy Alice Coltrane, artystów bardzo zresztą przez muzyków Bushman’s Revenge cenionych. Płytę zamyka natomiast stonowana, idealna na taką okazję, miniatura „Hurra for Mamma”, muzycznie nawiązująca do „Waltz Me Baby…”. O ile jednak tamten kawałek w finale zachęcał do tego, aby wstać z łóżka, „Hurra…” przekonuje, aby zrobić coś dokładnie odwrotnego. Przed snem warto jednak zadbać o to, aby z samego rana „Thou Shalt Boogie!” ponownie znalazło się w naszym odtwarzaczu. Dlaczego? Bo nic Was tak skutecznie nie obudzi jak „I Am an Astronaut”!
koniec
28 stycznia 2014
Skład:
Even Helte Hermansen – gitara
Rune Nergaard – gitara basowa
Gard Nilssen – perkusja, wibrafon
gościnnie:
David Wallumrød – organy Hammonda, klawinet, syntezator
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Nie tylko ból, nie tylko cierpienie
Sebastian Chosiński

18 XII 2014

Kolejne wcielenie jazzowej orkiestry Szweda Martina Küchena, Angles – tym razem z dodaną do nazwy cyferką „9”, która odnosi się do liczby muzyków w składzie – opublikowało w tym roku album „Injuries”, po który bez najmniejszych wątpliwości mogą sięgnąć zarówno wielbiciele free jazzu, jak i big bandów. I nie zawiodą się, bo to jeden z murowanych kandydatów do „najlepszej płyty 2014 roku”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przewodnik na temat, jak nagrać dobry album bez napinania się
Sebastian Chosiński

16 XII 2014

Jeszcze nie ucichły echa opublikowanej w marcu tego roku płyty „Behind the Sun”, a Norwegowie z Motorpsycho – od dwóch lat wspomagani przez szwedzkiego gitarzystę Reinego Fiske – wypuścili na rynek kolejny krążek. „The Motorpnakotic Fragments” wydane zostało w formie czterech singli (bądź jednego kompaktu). Muzycznie też jest trochę inaczej niż dotychczas – bardziej klasycznie i piosenkowo.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Pan kompozytor i templariusze
Sebastian Chosiński

11 XII 2014

„The Last Judgment” to zwieńczenie powstającej od 2006 roku septalogii, za którą – oprócz Johna Zorna (kompozytora całości materiału) – odpowiada formacja Moonchild Trio oraz okazjonalnie zapraszani do studia goście. W przypadku najnowszego krążka jest to słynny organista John Medeski. Tym sposobem opowieść o występnych templariuszach i ich ostatnim mistrzu, Jakubie de Molayu, dobiega tragicznego końca.

więcej »

Polecamy

10 największych rozczarowań muzycznych 2013 roku

Podsumowanie roku 2013:

10 największych rozczarowań muzycznych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najbardziej seksowni 2013
— Esensja

50 najgorszych okładek płyt 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najlepsze książki 2013 roku
— Esensja

Najseksowniejsi aktorzy 2013 r.
— Esensja

50 najlepszych płyt 2013 roku
— Esensja

Najseksowniejsze aktorki 2013 r.
— Esensja

Porażki i sukcesy 2013, czyli filmowe podsumowanie roku
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Krzysztof Spór, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

50 najlepszych filmów 2013 roku
— Esensja

Wybieramy komiks roku 2013 – nominacje
— Esensja

Zobacz też

Z tego cyklu

Nie tylko ból, nie tylko cierpienie
— Sebastian Chosiński

Przewodnik na temat, jak nagrać dobry album bez napinania się
— Sebastian Chosiński

Pan kompozytor i templariusze
— Sebastian Chosiński

Pionierska powtórka z klasyki
— Sebastian Chosiński

Free awangarda
— Sebastian Chosiński

Międzynarodówka doom metalowa
— Sebastian Chosiński

Co było pierwsze: jajo czy…?
— Sebastian Chosiński

Bać nie ma się czego
— Sebastian Chosiński

Spotkanie na szczycie
— Sebastian Chosiński

Tęsknota za tym co ulotne
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Dopaść Lorda!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: W wielkich piersiach (nie)zdrowy duch
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Z tej gliny garnek nie okazał się trwały
— Sebastian Chosiński

Gdy trwoga, to do… Batmana
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Uśmiech na twarzy Aymara – bezcenne!
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Listopad (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Jarosław Robak

Historia w obrazkach: Krzyczę wniebogłosy!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Płascy, nijacy, płaczliwi…
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wolność i współpraca
— Sebastian Chosiński

Ulice San Francisco
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000-2014 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.