Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 7 lutego 2016
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Zemsta, która sprawia rozkosz

Esensja.pl
Esensja.pl
Na swoim szóstym studyjnym albumie grupa Bushman’s Revenge wyjątkowo poszerzyła swój skład z tria do kwartetu. Muzykiem zaproszonym jako gość do udziału w nagraniu „Thou Shalt Boogie!” został klawiszowiec David Wallumrød, który w wydatny sposób wpłynął na wzbogacenie brzmienia. Utwory, w których rozbrzmiewają jego organy Hammonda, należą do najbardziej porywających.

Bushman’s Revenge
‹Thou Shalt Boogie!›

EKSTRAKT:80%
TytułThou Shalt Boogie!
Wykonawca / KompozytorBushman’s Revenge
Data wydania22 listopada 2013
NośnikCD
Czas trwania43:38
Gatunekjazz, rock
EAN7033662021512
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Kup wInBook.pl: 63,21 zł
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) I Am an Astronaut03:54
2) Baklengs Inn i Fuglekassa17:16
3) Waltz Me Baby, Waltz Me All Night Long05:58
4) Kugeln und Kraut14:25
5) Hurra for Mamma02:06
Zacznijmy od krótkiego przypomnienia (bo przecież mieliśmy już okazję pisać w ubiegłym roku o tym zespole): Bushman’s Revenge powstała w 2003 roku w Oslo. Od początku istnienia grupę tworzy trzech muzyków: gitarzysta Even Helte Hermansen, basista – bądź, jeśli istnieje taka potrzeba, kontrabasista – Rune Nergaard oraz perkusista Gard Nilssen. Pierwszy album nagrali cztery lata po powstaniu (dla firmy Jazzaway), później związali się z renomowaną wytwórnią Rune Grammofon, pod skrzydłami której pozostają do dzisiaj. W tym czasie (od 2009 roku) wydali dla niej jeden krążek koncertowy i pięć studyjnych, w tym także ten najnowszy, zatytułowany „Thou Shalt Boogie!”. Sesja nagraniowa odbyła się w legendarnym, liczącym już sobie trzy dekady studiu Athletic Sound w Halden w czerwcu ubiegłego roku, a jej efekty zostały upublicznione w listopadzie. Niektóre z nowych kompozycji fani poznali jednak wcześniej, podczas koncertów, spośród których najbardziej prestiżowy był występ na corocznym – odbywającym się od pół wieku – festiwalu jazzowym w Kongsberg. Na scenie zespołowi towarzyszył tam klawiszowiec David Wallumrød, który wziął udział w realizacji albumu. I nie był to jedynie klasyczny występ gościnny, ograniczający się do zagrania kilku dźwięków w jednym czy dwóch kawałkach. Wallumrød – niezwykle doświadczony muzyk sesyjny (choć nie tylko) – odcisnął na „Thou Shalt Boogie!” silne piętno. Z czego wielbiciele Bushman’s Revenge powinni być zresztą bardzo zadowoleni.
To nie jest długa płyta, trwa zaledwie czterdzieści kilka minut. Ale Norwegowie zdążyli nas już przyzwyczaić do tego, że nie należą do muzyków, którzy maksymalnie zapełniają powierzchnię nośnika. Stawiają bowiem na jakość, a nie na ilość, czego nie można powiedzieć o wielu innych kapelach o proweniencji progresywno-rockowej (jak chociażby Dream Theater, Transatlantic czy The Flower Kings). Poza tym zwykli, jak artyści przed trzydziestu laty (i wcześniej), publikować swoje albumy również w wersjach winylowych, co w pewnym sensie wymusza na nich ograniczenia czasowe. Na „Thou Shalt Boogie!” trafiło więc zaledwie pięć kompozycji, w tym dwie kilkunastominutowe, które tym samym zdecydowanie dominują nad pozostałymi i wpływają wydatnie na ocenę całej produkcji. A ta – musi być wysoka. Nie dlatego, że pod nagraniami podpisali się panowie z Bushman’s Revenge (plus David Wallumrød), ale z najbardziej oczywistego powodu – bo to zwyczajnie jest świetny koncepcyjny, choć w pełni instrumentalny, album. Że takowe też mogą powstawać, udowodnili już ponad czterdzieści lat temu Włosi z Planetarium, nagrywając bliską ideałowi płytę „Infinity”.
Zaczyna się „Thou Shalt Boogie!” od czterominutowego „I Am an Astronaut”, w którym za pierwsze dźwięki odpowiada Wallumrød. Słuchając jego organów, przez krótką chwilę można mieć nawet wrażenie, że to początek jakiegoś utworu o charakterze sakralnym. Lecz nic bardziej mylnego! Kiedy bowiem dochodzą pozostałe instrumenty, numer ten przeistacza się w niemal rasowy space-rock (stąd pewnie jego tytuł); ton nadają mu zaś potężnie brzmiąca perkusja, kosmiczne pasaże syntezatora oraz bardzo progresywna gitara. Po powrocie z orbity zostajemy poczęstowani pierwszym z dań głównych – najdłuższą na całym krążku kompozycją „Baklengs Inn i Fuglekassa”. Otwiera ją ponownie partia klawiszy, które obecne są tutaj praktycznie przez cały czas, choć w dalszej części głównie już na drugim planie. Numer utrzymany jest w wolnym tempie, ale to wcale nie oznacza, że niewiele się w nim dzieje. Wręcz przeciwnie – muzycy dbają o zmiany klimatu, nie brakuje w nim też zresztą wolt stylistycznych. Słyszymy zatem bluesrockową sekcję rytmiczną, przed którą wybija się gitara – raz zabierająca nas w świat post-rocka (w podróży tej towarzyszą jej instrumenty klawiszowe), to znów w krainę fusion (jazzowo-folkowe, nieco nawet taneczne, jest zwłaszcza solo na gitarze). Z tym wszystkim kontrastują natomiast smakowicie brzmiące organy Hammonda, które z miejsca przywodzą na myśl progresywną psychodelię rodem z lat 70. ubiegłego wieku. W drugiej części utworu robi się bardziej eksperymentalnie – Even Helte Hermansen sięga po przetworniki gitarowe, a Gard Nilssen przypomina, jak cudowne dźwięki można wyczarować na wibrafonie.
Fraza „Waltz Me Baby, Waltz Me All Night Long”, stanowiąca tytuł trzeciego utworu na płycie, może sugerować, że mamy do czynienia z typową „pościelówą”. I w pewnym sensie tak właśnie jest. Pierwsze minuty znaczone są spokojnym, niemal smoothjazzowym rytmem i delikatnymi barwami wyczarowywanymi przez gitarę, lecz z czasem kompozycja nabiera rozmachu i przeistacza się we wspaniały jazzujący rock progresywny – z kolejnym apetycznym pasażem organowym i partią solową Hermansena w stylu Steve’a Hacketta z czasów Genesis. Całkowitą odmianę nastroju przynosi z kolei „Kugeln und Kraut” – kawałek pełen psychodelicznego szaleństwa, którego nie powstydziliby się klasycy krautrocka, jak chociażby Guru Guru, Amon Düül, Xhol Caravan czy Can, którzy – podobnie jak Norwegowie – nie mieli oporów przed łączeniem muzyki progresywnej z jazzem awangardowym spod znaku Sun Ra czy Alice Coltrane, artystów bardzo zresztą przez muzyków Bushman’s Revenge cenionych. Płytę zamyka natomiast stonowana, idealna na taką okazję, miniatura „Hurra for Mamma”, muzycznie nawiązująca do „Waltz Me Baby…”. O ile jednak tamten kawałek w finale zachęcał do tego, aby wstać z łóżka, „Hurra…” przekonuje, aby zrobić coś dokładnie odwrotnego. Przed snem warto jednak zadbać o to, aby z samego rana „Thou Shalt Boogie!” ponownie znalazło się w naszym odtwarzaczu. Dlaczego? Bo nic Was tak skutecznie nie obudzi jak „I Am an Astronaut”!
koniec
28 stycznia 2014
Skład:
Even Helte Hermansen – gitara
Rune Nergaard – gitara basowa
Gard Nilssen – perkusja, wibrafon
gościnnie:
David Wallumrød – organy Hammonda, klawinet, syntezator
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Kontrola nad chaosem
Sebastian Chosiński

4 II 2016

Muzycy jazzowi – zwłaszcza spod znaku jazzu awangardowego – lubują się w duetach. W tej najmniejszej z możliwych form gry zespołowej potrafią osiągnąć znakomite efekty. Co na wielu swoich płytach udowadnia przede wszystkim norweski perkusista Paal Nilssen-Love. W ubiegłym roku polska firma Bocian Records opublikowała jego album „Yuo Can Be Mine”, który powstał we współpracy z amerykańskim wiolonczelistą Fredem Lonberg-Holmem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jazz, folk, awangarda i Kaszëbë
Sebastian Chosiński

2 II 2016

To nie może być przypadek! Fakt, że w ciągu minionych miesięcy wiele interesujących albumów polskich muzyków jazzowych powstało na skrzyżowaniu ich pierwotnych zainteresowań i rodzimego folku. Świadczy to z jednej strony o wielkim talencie artystów znad Wisły, z drugiej – o ogromnym potencjale ludowych kompozycji z Wielkopolski, Mazowsza i Kaszub. Tymi ostatnimi postanowił zająć się flecista Dominik Strycharski, który z kierowanym przez siebie zespołem Core 6 nagrał znakomitą płytę „Czôczkò”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Gryź mnie po raz trzeci!
Sebastian Chosiński

28 I 2016

Norwegowie ze Spidergawd bardzo regularnie – w przybliżeniu co dwanaście miesięcy – publikują kolejny album. Nie są to długie płyty, o czym świadczy fakt, że nagrany materiał mieści się zarówno na krążku kompaktowym, jak i winylu. Ale przecież liczy się nie długość, a jakość. A na tę absolutnie narzekać nie można. Zresztą czy byłoby to możliwe, biorąc pod uwagę fakt, że połowę grupy stanowią muzycy Motorpsycho? Pytanie, zaiste, retoryczne.

więcej »

Polecamy

Kontrola nad chaosem

Tu miejsce na labirynt…:

Kontrola nad chaosem
— Sebastian Chosiński

Jazz, folk, awangarda i Kaszëbë
— Sebastian Chosiński

Gryź mnie po raz trzeci!
— Sebastian Chosiński

Mroczny odcień mroku
— Sebastian Chosiński

Na styku Azji, Europy i Ameryki
— Sebastian Chosiński

Na styku Azji i Europy
— Sebastian Chosiński

Sielankowa zaduma w kurpiowskim klimacie
— Sebastian Chosiński

Od free jazzu do hardcore’u droga wcale nie jest daleka
— Sebastian Chosiński

W cieniu wieży Eiffla
— Sebastian Chosiński

Udowadniam wam, że potrafię!
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Kontrola nad chaosem
— Sebastian Chosiński

Jazz, folk, awangarda i Kaszëbë
— Sebastian Chosiński

Gryź mnie po raz trzeci!
— Sebastian Chosiński

Mroczny odcień mroku
— Sebastian Chosiński

Na styku Azji, Europy i Ameryki
— Sebastian Chosiński

Na styku Azji i Europy
— Sebastian Chosiński

Sielankowa zaduma w kurpiowskim klimacie
— Sebastian Chosiński

Od free jazzu do hardcore’u droga wcale nie jest daleka
— Sebastian Chosiński

W cieniu wieży Eiffla
— Sebastian Chosiński

Udowadniam wam, że potrafię!
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Spojrzenie na świat z chorwackich gór
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Gdzie dwóch się bije, tam Rosja zwycięża!
— Sebastian Chosiński

Gadające głowy, rozgadane wargi wciąż…
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Przedśmiertna zemsta Dragutina
— Sebastian Chosiński

Romantyczna noc na bagnach
— Sebastian Chosiński

Jazzowy groove, folkowa swoboda
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Taki piękny świat po nuklearnej katastrofie
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Bóg kocha Rosję! – imperialną Rosję
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.