Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

dzisiaj: 30 stycznia 2015
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Jazz No Mercy

Esensja.pl
Esensja.pl
Tak jak w latach 70. XX wieku Niemcy zachodnie słynęły z krautrocka, a Wielka Brytania ze sceny Canterbury, tak dzisiaj w Skandynawii, a zwłaszcza w Norwegii, niezwykle silne jest środowisko muzyków grających jazz-rocka (niekiedy w najbardziej ekstremalnej postaci). Trio Krokofant, które przed niespełna trzema miesiącami wydało swoją debiutancką płytę, jest na to tylko jednym z wielu dowodów.

Krokofant

EKSTRAKT:80%
TytułKrokofant
Wykonawca / KompozytorKrokofant
Data wydania14 lutego 2014
NośnikCD
Czas trwania42:07
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Polyfant06:29
2) Supermann06:29
3) Bodega08:35
4) Thispair05:05
5) Ejs02:42
6) Castaway12:44
Kongsberg to liczące sobie zaledwie dwadzieścia trzy tysiące mieszkańców prowincjonalne miasteczko położone w południowej części Norwegii (w regionie Buskerud). Znane jest jednak doskonale w całej Skandynawii – a nawet poza nią – z organizowanego od półwiecza festiwalu jazzowego, którego gwiazdami były swego czasu takie tuzy współczesnej muzyki (chciałoby się dodać: „rozrywkowej”, choć to niekoniecznie) jak Chick Corea, Herbie Hancock, John Scofield, Wayne Shorter, Anthony Braxton czy Pat Metheny. Trudno się więc dziwić, że w mieście istnieje bardzo silna scena jazzowa i rockowa, a miejscowy sklep ze sprzętem muzycznym jest ważnym ośrodkiem kulturalnym. To w nim często zawiązują się nowe przyjaźnie i zapadają decyzje o powstaniu kolejnych zespołów. Pewnego dnia, przed trzema laty, spotkało się tam dwóch młodych i ambitnych, chociaż dopiero początkujących, artystów: gitarzysta Tom Hasslan oraz perkusista Axel Skalstad. Ten drugi miał już za sobą epizod w efemerycznej hardcore’owo-thrashowej formacji Your New Favourite White Trash (z którą w lipcu 2010 roku wydał nawet EP-kę „Seagulls Over the Atlantic Floor”), pierwszy był jednak absolutnym debiutantem.
Po kilku rozmowach okazało się, że panowie bardzo podobnie myślą o muzyce, w efekcie czego postanowili stworzyć duet gitarowo-perkusyjny. W światku rockowym tak minimalistyczne połączenie nie jest, wbrew pozorom, niczym zaskakującym; wystarczy wspomnieć działający od ćwierćwiecza amerykański zespół Sabot, który – korzystając z nader skromnego instrumentarium – bardzo udanie łączy muzykę hardcore’ową i punkową z jazzem i rockiem progresywnym. Hasslan i Skalstad postanowili pójść dokładnie w tym samym kierunku. Ale po roku prób uznali mimo wszystko, że ich ambicje sięgają nieco dalej niż naśladowanie eksperymentów Christophera Rankina i Hilary Binder; dlatego też postanowili zaprosić do współpracy trzeciego muzyka, którym okazał się… saksofonista Jørgen Mathisen. W porównaniu z Tomem i Axelem, Jørgen jest w Norwegii gwiazdą w środowisku jazzrockowym. Dość powiedzieć, że ma na koncie współpracę między innymi z takimi wykonawcami jak Shagma („Music”, 2005), The Core („Golonka Love”, 2008; „The Art. Of No Return”, 2009; „Party”, 2010), Trondheim Jazz Orchestra („What If? A Counterfactual Fairytale”, 2009; „Morning Songs”, 2011), Zanussi Five („Ghost Dance”, 2010) oraz Marc Lohr & GERÄT7 („Stick No Bill”, 2010).
Jak udało się dwóm żółtodziobom przekonać do udziału we wspólnym projekcie kogoś tak doświadczonego jak Mathisen, pozostanie chyba tajemnicą. Chociaż odpowiedź równie dobrze może okazać się bardzo prosta; szalę mogły przeważyć zrealizowane przez Hasslana i Skalstada nagrania demo, w których Jørgen dostrzegł niezwykły potencjał. W każdym razie, gdy został zaproszony na sesję nagraniową do studia Engfelt & Forsgren w Oslo, stawił się w wyznaczonym terminie. Materiał, który ostatecznie trafił na wydany przez wytwórnię Rune Grammofon w połowie lutego tego roku album (winylowy) zatytułowany „Krokofant” – taką też nazwę przyjęło trio – w dużej części powstawał „na żywo”, wiele fragmentów jest improwizowanych. Co sprawia, że kompozycje są bardzo żywiołowe i nieokiełznane; na dodatek wymykają się prostemu szufladkowaniu. Jazz? Rock? Fusion? Owszem, ale można w dokonaniach Norwegów „dostrzec” także wpływy metalu, free jazzu i hardcore’a. Ich muzyka powinna spodobać się zarówno wielbicielom Meshuggah, jak i ekstremalnego Johna Zorna, King Crimson (z okolic płyt „Larks’ Tongues In Aspic” oraz „Red”) i Kena Vandermarka (w projekcie Resonance), Shining i Mahavishnu Orchestra. Rozrzut całkiem spory, ale i wyobraźnia muzyków z Kongsbergu i Oslo jest niezwykła.
Na płytę „Krokofant” trafiło sześć utworów, po trzy na każdą stronę longplaya (można nawet odnieść wrażenie, że ich długość została tak przykrojona, aby idealnie pasować do pojemności czarnej płyty). Otwierający stronę A „Polyfant” zaczyna się od elektronicznego zgiełku, po którego wyciszeniu następuje mocne uderzenie całego zespołu. Wyeksponowanemu na plan pierwszy freejazzowemu saksofonowi towarzyszy bardzo gęsta, bliska thrashowo-hardcore’owej zadziorności partia bębnów (widocznie w pamięci Axela Skalstada wciąż jeszcze bardzo żywe są wspomnienia z czasów gry w Your New Favourite White Trash). W części drugiej kompozycji, kiedy Jørgen Mathisen całą uwagę poświęca improwizacji, Tom (dzierżący w ręce gitarę basową) i Axel dosłownie demolują uszy słuchacza. Jeśli ten kawałek został pomyślany przez muzyków jako test odpornościowy, udał się znakomicie. Kto dotrwa do jego finiszu, bez większych problemów wysłucha już do końca całego „Krokofant”. Choć wcale to nie oznacza, że nie przeżyje ani jednej chwili zwątpienia. Pierwsza może nadejść wraz z kolejnym utworem – „Supermann”. Zapętlony motyw saksofonu wprowadza bowiem stan lekkiej schizofrenii, która udziela się pozostałym instrumentalistom. Odrobinę wytchnienia muzycy serwują dopiero w połowie kompozycji, ale z biegiem czasu ponownie wracają na właściwe sobie tory. Tym, który ponagla, jest Mathisen, nie mający litości ani dla siebie, ani dla swego saksofonu.
Najdłuższy na krążku utwór „Bodega” w pierwszej fazie przywołuje bezpośrednie skojarzenia z King Crimson z czasów, gdy Robert Fripp eksperymentował z jazz-rockiem, nie stroniąc jednocześnie od wykorzystywania elementów charakterystycznych dla heavy metalu. Tutaj mamy alternatywną przesterowaną gitarę elektryczną, metalową sekcję rytmiczną oraz freejazzowy saksofon. Zmienia się to dopiero pod koniec czwartej minuty, kiedy to na plan pierwszy stopniowo wysuwa się gitara Hasslana, który stara się udowodnić słuchaczom, że gustuje nie tylko w klasycznym rocku i improwizowanym jazzie, ale nieobce są mu także kapele spod znaku muzyki postpunkowej. Gdy w końcówce dołącza jeszcze do niego Mathisen, może oznaczać to tylko jedno – kolejną porcję nieujarzmionego szaleństwa. Po przełożeniu winylu na stronę B czeka nas mała niespodzianka. Pięciominutowy „Thispair” to bowiem wycieczka w nieco inne muzyczne rejony niż to, co trio oferowało wcześniej. Przede wszystkim zespół mocno zwalnia tempo (momentami robi się wręcz doomowo), a partia saksofonu bliska jest – przynajmniej przez jakiś czas – stylistyce post-bopu. W dalszej części jednak wpadająca w ucho melodia służy Jørgenowi do kolejnej intrygującej improwizacji.
Dla odmiany najkrótszy, niespełna trzyminutowy, „Ejs” jest najbardziej czadowym fragmentem albumu – głównie za sprawą połamańców rytmicznych serwowanych przez Skalstada, na których tle Hasslan pojedynczymi dźwiękami gitary wygrywa smętną, romantyczną melodię. Ot, ciekawostka, po której zaczyna się wieńczący płytę utwór „Castaway”. Początek jest bardzo klasyczny, utrzymany w stylu jazzu amerykańskiego z przełomu lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Delikatne uderzenia szczoteczkami, wycofana na dalszy plan gitara oraz Coltrane’owski saksofon – wszystko to sprawia wrażenie, jakbyśmy nagle przeszli przez wrota czasu. Odczucia tego nie zmienia także kilkuminutowy liryczny dialog gitary z saksofonem. Dopiero ostatnie kilkadziesiąt sekund sprawia, że wracamy do roku 2014, otrzymując porcję bardzo świeżo brzmiącego fusion. Trudno ocenić, czy Krokofant będzie jedynie efemerydą na skandynawskiej scenie jazzowej, czy też Hasslan i Skalstad zdecydują się kontynuować działalność pod tym szyldem (z Mathisenem bądź jakimkolwiek innym specjalistą od dęciaków). Jedno jest pewne – nawet jeśli żywot kapeli zakończy się na tej jednej płycie, jej twórcy nigdy nie będą mieli najmniejszego powodu do wstydu.
koniec
24 kwietnia 2014
Skład:
Jørgen Mathisen – saksofon
Tom Hasslan – gitara elektryczna, gitara basowa
Axel Skalstad – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Drugie ukąszenie Pająka
Sebastian Chosiński

29 I 2015

Jeśli komuś wydawało się, że norweska supergrupa Spidergawd, złożona między innymi z członków formacji Motorpsycho, Ryanbanden i Cadillac, będzie jedynie efemerydą, która zakończy swoje funkcjonowanie po opublikowaniu zaledwie jednej płyty – właśnie został wyprowadzony z błędu. Zespół postanowił bowiem pójść za ciosem i nagrać kolejny materiał. Album „Spidergawd II” ujrzał światło dzienne w styczniu tego roku.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: T(o)undra z Półwyspu Pirenejskiego
Sebastian Chosiński

27 I 2015

Wydawałoby się, że na Półwyspie Pirenejskim, gdzie przez większą część roku przygrzewa słoneczko, nie istnieją okoliczności sprzyjające zadumie i tworzeniu muzyki chłodnej z definicji. Nic bardziej mylnego! Wszak zespół o osobliwej nazwie Toundra pochodzi właśnie z Madrytu, a na jego najnowszym albumie – zatytułowanym po prostu „IV” – nie sposób doszukać się muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej. I nic dziwnego, bo to formacja grająca post-rock z mocno progresywnymi inklinacjami.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niestrudzeni wędrowcy z planety Kobaïa
Sebastian Chosiński

22 I 2015

To ewenement! W czasach gdy większość zespołów, korzystając w pełni z dobrodziejstw nośnika CD, wypuszcza na rynek coraz dłuższe, trwające niekiedy po prawie osiemdziesiąt minut płyty, Christian Vander robi dokładnie na odwrót. Od kilku lat każdy kolejny album Magmy z premierowym materiałem jest krótszy. „Slag Tanz” zawiera dwadzieścia jeden minut muzyki. Ale przecież nie to jest najistotniejsze. Ważne, że to dobra muzyka.

więcej »

Polecamy

10 największych rozczarowań muzycznych 2013 roku

Podsumowanie roku 2013:

10 największych rozczarowań muzycznych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najbardziej seksowni 2013
— Esensja

50 najgorszych okładek płyt 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najlepsze książki 2013 roku
— Esensja

Najseksowniejsi aktorzy 2013 r.
— Esensja

50 najlepszych płyt 2013 roku
— Esensja

Najseksowniejsze aktorki 2013 r.
— Esensja

Porażki i sukcesy 2013, czyli filmowe podsumowanie roku
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Krzysztof Spór, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

50 najlepszych filmów 2013 roku
— Esensja

Wybieramy komiks roku 2013 – nominacje
— Esensja

Zobacz też

Z tego cyklu

Drugie ukąszenie Pająka
— Sebastian Chosiński

T(o)undra z Półwyspu Pirenejskiego
— Sebastian Chosiński

Niestrudzeni wędrowcy z planety Kobaïa
— Sebastian Chosiński

Z odległego gwiazdozbioru
— Sebastian Chosiński

Kosmiczni awanturnicy z Oulu
— Sebastian Chosiński

Delirium gwarantowane
— Sebastian Chosiński

Pokażę, na co mnie stać!
— Sebastian Chosiński

Czterech muzyków na progresywnym aksamicie
— Sebastian Chosiński

Orkiestrowa fantazja
— Sebastian Chosiński

Bohaterowie z Transylwanii
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Świat szczęśliwie ponownie uniknął zagłady
— Sebastian Chosiński

Ziszcza się zły sen…
— Sebastian Chosiński

Zabiję wszystkich was!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Na planecie XT-59. Tylko gdzie to jest?!
— Sebastian Chosiński

Czarny węgiel, kruchy lód
— Marta Bałaga, Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Depresyjni chłopcy z przedmieścia
— Sebastian Chosiński

Końca nie widać… ale to dobrze
— Sebastian Chosiński

Narodziny potwora
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Jednostka niczym!
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Bycie prorokiem we własnym kraju…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000-2015 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.