Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 sierpnia 2016
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Międzynarodowa improwizowana interakcja

Esensja.pl
Esensja.pl
Switchback to kolejny projekt, który współtworzy jeden z najbardziej obecnie znanych polskich muzyków ze świata jazzu improwizowanego, klarnecista Wacław Zimpel. Poza nim w składzie znaleźli się jeszcze jeden Niemiec oraz dwóch Amerykanów. Muzyka zawarta na debiutanckim (koncertowym) albumie zatytułowanym po prostu „Switchback” to stuprocentowy free jazz z naleciałościami ethno-folkowymi.

Switchback

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSwitchback
Wykonawca / KompozytorSwitchback
Data wydania16 kwietnia 2015
NośnikCD
Czas trwania57:32
Gatunekjazz
EAN5907529223284
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Four are One11:52
2) Switchback20:29
3) Night Shift on Red Planet13:43
4) Elegant Beauty11:29
Słuchając debiutu kwartetu Switchback, na myśl przychodzi w zasadzie jedno tylko pytanie: Dlaczego?! Dlaczego tak fantastyczny materiał czekał na publikację przez dwa lata (i – gwoli ścisłości – jeden miesiąc)? Tyle bowiem czasu minęło od jego rejestracji podczas ostatniego występu pierwszej trasy koncertowej zespołu, który odbył się 8 marca 2013 roku w drezdeńskim klubie Tonne, do chwili gdy dzięki staraniom specjalizującej się w muzyce jazzowej poznańskiej wytwórni Multikulti Project trafił on w formie płyty kompaktowej na sklepowe półki. Z drugiej strony można jednak stwierdzić, że lepiej późno niż wcale. I tym razem stwierdzenie to nie jest jedynie czczą retoryką. Gdyby album „Switchback” nigdy nie ujrzał światła dziennego, świat free jazzu byłby uboższy o krążek, którego zawartość ociera się o arcydzieło. Swoją drogą to kolejny taki projekt, w który zaangażowany jest polski klarnecista Wacław Zimpel, ostatnio jedna z naszych największych muzycznych gwiazd eksportowych. Który jednak prawdopodobnie nigdy nie dorówna na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych popularnością Tomaszowi Stańce czy Leszkowi Możdżerowi – nie dlatego, że jest od nich mniej utalentowany, ale z tego powodu, że od lat pozostaje wierny swojej niszy i – przynajmniej na razie – nie wykazuje większej chęci na podbój mainstreamu.
Zimpel ma już na koncie między innymi współpracę z amerykańskim saksofonistą Kenem Vandermarkiem (w grupach The Resonance Ensemble i Reed Trio) oraz jego dwoma rodakami: klarnecistą Perrym Robinsonem i perkusistą Michaelem Zerangiem („Yemen. Music of the Yemenite Jews”, 2012); poza tym prowadzi również kilka własnych formacji, jak The Light („The Light”, 2007; „Afekty”, 2009), Undivided („The Passion”, 2010; „Moves Between Clouds”, 2011), Hera („Hera”, 2010; „Where My Complete Beloved Is”, 2011; „Seven Lines”, 2013), Wacław Zimpel Quartet („Stone Fog”, 2013), a ostatnio jeszcze To Tu Orchestra („Nature Moves”, 2014). Jak widać, jest wyjątkowo zapracowanym artystą. Mimo to przed dwoma laty znalazł czas, aby pokierować kolejnym zespołem. Mając jednak możność współpracować z takimi muzykami, jacy stanęli na scenie obok niego pod szyldem Switchback, grzechem byłoby nie skorzystać z okazji. Pochodzący z niemieckiej Kolonii perkusista Klaus Kugel znany jest Zimplowi z Undivided i Quartetu; grywa on także z innymi polskimi jazzmanami, jak chociażby z akordeonistą Robertem Kusiołkiem („Nuntium”, 2011; „The Universe”, 2014). Dwaj pozostali muzycy kwartetu pochodzą natomiast zza Atlantyku: czarnoskóry kontrabasista Hilliard Greene (między innymi The Charles Gayle Trio) związany jest ze sceną nowojorską, a saksofonista Mars Williams – z chicagowską (NRG Ensemble, Vandermark 5, Audio One).
Cała czwórka ma więc już ogromne doświadczenie sceniczne, co zresztą wyraziście przełożyło się na efekt artystyczny. Dowodem na to cztery rozbudowane, w pełni improwizowane kompozycje, które umieszczone zostały na albumie „Switchback”. Zawiera on materiał zarejestrowany podczas szóstego (i zarazem ostatniego) koncertu w ramach minitrasy, która w marcu 2013 roku objęła Polskę, Belgię, Austrię i Niemcy. Muzycy mieli zatem wcześniej możliwość zgrać się, choć – z drugiej strony – na tym poziomie wykonawczym pewnie nie był to warunek konieczny odniesienia sukcesu. Wsłuchując się w materiał z płyty, trudno orzec, czy trafiła nań całość. Otwierająca krążek kompozycja „Four are One” – biorąc pod uwagę, że to występ na żywo, co oznaczało, że artyści musieli wyjść na scenę, sięgnąć po instrumenty, dać sobie sygnał do startu – zaczyna się dość niespodziewanie, jakby od środka. Z miejsca atakują nas dźwięki saksofonu Marsa Williamsa, który uderza z pełną mocą, bez cienia wahania. Kiedy później dołącza do niego klarnet Zimpla, wpływa łagodząco na brzmienie. Obaj muzycy nie boją się improwizacji, wręcz przeciwnie – przekraczając kolejne granice, poszukując nowych dróg, czują się jak ryby w wodzie. Ale co najważniejsze, ich eksploracje robią wrażenie bardzo zwartych, granych w stanie silnego skupienia. Owszem, dają się ponieść emocjom, ale ani przez chwilę nie przestają słuchać siebie nawzajem; pozostają w ciągłej interakcji, podrzucają sobie kolejne pomysły do rozwinięcia. Po tym chociażby znać prawdziwych mistrzów!
Muzyczne peregrynacje Williamsa i Zimpla nie byłyby jednak możliwe bez wsparcia ze strony sekcji rytmicznej; Greene i Kugel tworzą parę, która nie starając się wybijać przed solistów (chyba że wyraźnie zostają do tego zaproszeni), dba o to, by mieli oni zabezpieczone tyły, by mogli w każdej chwili odwołać się do odpowiednich podziałów rytmicznych i harmonicznych. Bywa więc, że saksofonista przywołuje ducha Johna Coltrane’a („Four are One”), a klarnecista szuka inspiracji w muzyce etnicznej (vide najdłuższy na płycie fragment zatytułowany… „Switchback”). A i to nie wszystko. Początek „Switchback” zdradza też fascynację rockiem (chciałoby się dodać: gotyckim bądź progresywnym), w każdym razie instrumenty dęte serwują tu dźwięki urzekające pięknem, ale i zniewalające niepokojem, zaskakująco rzadko słyszalne w wykonaniu artystów freejazzowych. W dalszej części nie jest już, co prawda, tak nastrojowo, ale klimat pozostaje, o co dba głównie wybijający się na plan pierwszy kontrabasista i dodający mu otuchy na klarnecie Zimpel. Z czasem muzycy, w tym również Williams i Kugel, podkręcają tempo i krzeszą z siebie coraz więcej energii – w efekcie prowadzi ich to do szaleńczej improwizacji, która jawi się jako prawdziwa eksplozja nieposkromionej wyobraźni. Po takiej erupcji musi nastąpić wyciszenie! I tak też się dzieje: Mars odbywa kolejną, bardzo subtelną, podróż w lata 60. XX wieku, dając tym samym czas klarneciście, by przygotował zespół do następnej ekskursji.
„Night Shift on Red Planet” otwiera partia klarnetu, do którego dołącza saksofon. Obaj instrumentaliści starają się prowadzić ze sobą dialog; niekiedy przetwarzają i rozwijają wymyślone przez drugiego motywy, nakręcając się wzajemnie. Ale to ten rodzaj rywalizacji, z którego rodzi się nowa jakość. Nawet jeżeli na końcu drogi jest – po raz kolejny – kakofonia dźwięków. Najważniejsze jednak, że nie dominuje ona nad całością, jest nie celem, ale etapem w dotarciu do celu. Poza tym Williams i Zimpel idealnie wyczuwają momenty, kiedy należy spuścić z tonu, dać odetchnąć sobie, kolegom z sekcji rytmicznej, jak również słuchaczom. W ich muzyce nie chodzi przecież o to, aby zdruzgotać odbiorcę, lecz dostarczyć mu materiał do głębszej refleksji. Świetnie w tej roli sprawdza się zamykający płytę „Elegant Beauty”, w którym Greene gra na kontrabasie smyczkiem, a Kugel wzbogaca brzmienie perkusjonaliami. Można to odczytać jako ukłon w stronę wielbicieli muzyki klasycznej. Lecz inni także dostają to, co lubią najbardziej: jest więc w tym utworze kolejna dynamiczna improwizacja z wyeksponowanymi saksofonem i klarnetem, ale również – na zakończenie (ku wyciszeniu emocji) – kilkuminutowa sekwencja folkowa, w której Williams i Zimpel sięgają po mniej charakterystyczne instrumenty dęte, jak hinduska algoza czy różnego rodzaju flety.
Z okazji wydania albumu w kwietniu tego roku kwartet udał się w kolejną trasę po Europie (obejmującą Niemcy, Austrię i Ukrainę). Raczej nie należy mieć wątpliwości, że i te występy były rejestrowane. A skoro tak, to jest zapewne szansa na dokumentującą ją płytę. Obyśmy tylko nie musieli czekać na nią dwa lata!
koniec
28 maja 2015
Skład:
Mars Williams – saksofony (sopraninowy, sopranowy, altowy, tenorowy), flety, kalimba
Wacław Zimpel – klarnety (altowy, kontrabasowy), algoza, flety
Hilliard Greene – kontrabas
Klaus Kugel – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Uwolnij swój umysł, kromaniończyku!
Sebastian Chosiński

25 VIII 2016

Trzech Japończyków. Karierę zaczynali kilkanaście lat temu w grupie hiphopowej. Z czasem postanowili jednak poświęcić się graniu muzyki (około)rockowej. Pożegnali się więc z dotychczasowymi kompanami i powołali do życia nową formację. Nazwali ją Cro-Magnon. Przed dwoma laty nawiązali współpracę z raperem DJ Jinem, której efektem okazał się najpierw singiel, a następnie box złożony z czterech płytek, wydany pod wspólnym tytułem „The New Discovery”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Powracająca fala wolności
Sebastian Chosiński

23 VIII 2016

To nie taka częsta przypadłość – aby zespół, który zbudził się po ćwierćwiekowym letargu, nagrał najlepszą płytę w karierze. Ile może być takich przypadków w naturze – jeden na sto tysięcy, jeden na milion? Najważniejsze jednak, że się zdarzają. Istotne też, by – gdy już do nich dojdzie – czatować w pobliżu. Dlatego właśnie warto wytropić „Libertad”, najnowszą produkcję francuskiego kwartetu Anaïd, a wytropiwszy, poddać się nieprzemijającemu pięknu ich muzyki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przeminęło, lecz wciąż pozostaje
Sebastian Chosiński

18 VIII 2016

W świecie jazzu i fusion wcale nie zdarza się rzadko, aby liderami formacji byli perkusiści. Wystarczy wspomnieć artystów takiego formatu, jak Tony Williams, Mani Neumeier, Paal Nilssen-Love czy nasz rodak Kazimierz Jonkisz. Do tego grona już ponad ćwierć wieku temu dołączył Amerykanin Bobby Previte, współtwórca kilku grup. Ta najświeższa to The Visitors, którą nową, koncertową płytę – „Gone” – wydała właśnie polska firma For Tune.

więcej »

Polecamy

Uwolnij swój umysł, kromaniończyku!

Tu miejsce na labirynt…:

Uwolnij swój umysł, kromaniończyku!
— Sebastian Chosiński

Powracająca fala wolności
— Sebastian Chosiński

Przeminęło, lecz wciąż pozostaje
— Sebastian Chosiński

Delikatniej (chyba) się już nie da
— Sebastian Chosiński

Doom, stoner, psychodelia, czyli prawdziwa twarz Północy
— Sebastian Chosiński

Wyprawa po złote runo
— Sebastian Chosiński

Tercet Egzotyczny? Nie! Kwartet Perkusyjny
— Sebastian Chosiński

Polsko-niemieckie rozmówki o niejedzeniu mięsa
— Sebastian Chosiński

Skośnoocy eksploratorzy dźwiękowego Wszechświata
— Sebastian Chosiński

Kakofonia światów na saksofon, bas, perkusję i laptop
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.